piątek, 30 stycznia 2015

#27 "Pobudka"

Konstancja

Wyszłam z treningu. Dzisiaj piątek, jutro urodziny Angeliki, a ja jeszcze nie mam prezentu. Fuck.

-Kostka! Zaczekaj!
-Nie mam dla ciebie czasu- odparłam i szybko ruszyłam do domu.

Obiecałam sobie, że będę trzymała się z daleka od Kacpra. Po pierwsze nie lubię go, a po drugie Michał się wkurwia o niego. Pół godziny później przeglądałam co ciekawego leci w telewizji. W tej chwili dokonywałam najtrudniejszego wyboru tego dnia.

4fun.tv czy MTV?

Po bardzo intensywnych przemyśleniach wybrałam MTV. I gdy już usadowiłam się wygodnie na kanapie, w domu rozbrzmiał dźwięk dzwonka. Wstałam i podeszłam do drzwi. Otworzyłam widząc w progu, osobę której nie powinno tu być.

-Konstancja co ty sobie...

Zamknęłam drzwi, nie dając mu możliwości dokończenia zdania. Wróciłam do salonu.

-Konstancja! Otwórz te drzwi!
- Nie ten dom! Pomyłka- krzyknęłam i pod głosiłam muzykę.

Po chwili mój telewizor się wyłączył. Sam. Zaczęłam rozglądać się za pilotem i znalazłam go. Był w ręce złego chłopaka.

-Myślałam, że mamy samozatrzaskowe drzwi- powiedziałam patrząc na niego.
-Klucze pod wycieraczką?
-Czego chcesz Kacper?- zapytałam.
-No cóż dawno się do mnie nie odzywałaś. Martwiłem się.
-Martwiłeś?- zaśmiałam się.- Niby czemu?
-Przyjaźnimy się.

To rozbawiło mnie jeszcze bardziej. Błogosławię twoje poczucie humoru Kacprze.

-Gówno prawda. Może chodzimy do jednej klasy już kilka lat, ale nie znamy się. Nic o mnie nie wiesz.
-Właśnie dlatego poznamy się.
-Matko, ta znajomość nie ma szansy. Nie jesteśmy do siebie podobni pod żadnym względem. Idź sobie, nie mam nastroju na to całe gówno z tobą.
-Nigdzie nie pójdę Konstancja.

Zakryłam dłonią oczy. Czy ten człowiek się nigdy nie odwali?

-Miałem kiedyś pieska.
-I co z tego?- zapytałam nie rozumiejąc co ma to wspólnego.
-Miał na imię Kostek.
-Poważnie nazwałeś tak psa?

Poprawiłam się na kanapie.

-Tak.
-No dobra i co z nim?-zapytałam.
-No nie wiem.
-Jak to nie wiesz?! To twój pies.
-Powiem ci jak bardziej się poznamy...
-Żartujesz sobie ze mnie?
-No, ale przyznaj, że cię zaciekawiłem- uśmiechnął się.
-Trochę- wzruszyłam ramionami.
-No to własnie ja mam dziwne wrażenie, że jesteśmy do siebie podobni i oboje potrzebujemy zmiany.

Popatrzyłam przed siebie. Może miał rację...Chłopak wyciągnął telefon.

-Co robisz?
-Ubieraj się idziemy na imprezę, chce ci pokazać jaki jestem.
-Ja nie idę.
-No dawaj, co innego masz w planach. Jest piątkowy wieczór a ty siedzisz i oglądasz programy muzyczne, no błagam...

Posłał mi jeden ze swoich uśmiechów, któremu wiele dziewczyn nie może się oprzeć. W sumie, czemu nie? Raz się żyje.



*   *   *

Jechaliśmy taksówką, przez oświetlone miasto. Mój wzrok parę razy obserwował osobę siedzącą obok mnie. Dzieliła nas pusta przestrzeń, bo chyba on chciał utrzymać dystans. Z zamyślenia wyrwały mnie otwierające się drzwi. Kacper podał mi rękę, pomagając przy wysiadaniu. Usłyszałam muzykę, a moim oczom ukazał się ogromny neonowy napis.

-Co to za klub?- zapytałam.
-Ze striptizem.
-Pojebało cię? Nie wejdę tam.

Chłopak wybuchł głośnym śmiechem, zwracając na siebie uwagę kilku ludzi.

-Żartowałem, nie zabrał bym cię do klubu ze striptizem.

Stałam osłupiała. Chłopak złapał mnie za rękę i pociągnął do wejścia. Szłam równo z nim. Kiedy weszliśmy do klubu muzyka była tak głośna, że uszy aż bolały.

-Zaraz się przyzwyczaisz- krzyczał do mojego ucha.

Chwilę później znaleźliśmy się przy ogromnym barze.

-Co podac?-zapytał barman.
-Whisky, a dla niej słabego drinka.
-Z lodem?- zapytał mnie barman.
-Wezmę to co on- powiedziałam zerkając na Kacpra.
-Nie nie weźmie tego- odpowiedział.
-Dlaczego?
-Bo masz za słabą główkę na alkohol tego typu, poza tym upicie cię nie znajduje się na mojej dzisiejszej liście.
-Ale...
-Z lodem- zwrócił się do barmana.- Tak ma być lekki.
-Zawsze taki jesteś?- zapytałam.
-Jaki?
-Musisz wszystko kontrolować?
-W zasadzie to tak.

Byłam ciekawa jaki jest, chociaż bałam się jak wpłynie to na nasze relacje. Splotłam ręce i położyłam na kolanach.

-O co chodzi Konstancja?-zapytał kładąc rękę na moich plecach.

Było źle, Nie mogło być już gorzej.

-Powiedz o czym myślisz- powiedział.

Odwróciłam się do niego i okazało się, że patrzę w jego oczy. Był nachylony do mnie i prawie stykaliśmy się czołami. Nie jest dobrze, jedyne o czym w tej chwili myślałam to jak smakują jego usta. Nachylił się do mnie jeszcze bardziej. Oblizał dolną wargę. Cholera! Chciał mnie pocałować! Zamknęłam oczy czekając na pocałunek, ale wtedy przez myśli przeleciał mi obraz mojego chłopaka. Michał. Momentalnie otworzyłam oczy. Chciałam mu powiedzieć żeby przestał, ale uprzedziła mnie brunetka, która rzuciła się na Kacpra.

-Kacper! Matko gdzieś ty się podziewał?- obsypywała go pocałunkami.

Jego twarz wykrzywił grymas niezadowolenia.

-Kaśka, czego chcesz do cholery?- zapytał wnerwiony.
-Ostatnio dobrze się bawiliśmy...
-Myślisz, że mam ochotę na powtórkę?- wybuchnął śmiechem.- Nie jestem tu sam.
Nie zauważyłam- powiedziała zerkając na mnie.- Osobiście uważam, że stać cię na coś lepszego Kacper. Bez urazy oczywiście.

Aha. Kacper wstał z krzesła.

-Spierdalaj Kaśka, jak już mówiłem, nie jestem tu sam. Papa.
-Co-o?- wyjąkała.
-Wypierdalaj, nie chcę cię widzieć w pobliżu.
-Ale...
-Wynocha!




Karolina

Był piątkowy wieczór. Siedzieliśmy z Pawłem u mnie w domu. Szukaliśmy sobie zajęcia. Postanowiłam, że oglądniemy film.

-Hej znalazłam coś!-Zawołałam do Pawła.

Wysunął głowę przez drzwi, a potem podszedł zobaczyć moją zdobycz.

-Nieźle.
-Prawda? Nie można się nudzić oglądając film o....- odwróciłam płytę.- Rybach?
-Masz coś do Nemo?- roześmiał się.- To klasyk.
-To jest o rybach....
-Te ryby są wyjątkowo fajne!
-A ten o czym jest?- uniosłam w górę inny egzemplarz z napisem "Piękna i Bestia".
-Disney....to ja podziękuję- skrzywił się.
-Dlaczego?
-Bo gdyby ktokolwiek się dowiedział, nie miał bym życia.
-Nikomu nie powiem. Obiecuję- prosiłam i w końcu Paweł poddał się kiwając głową.
-Ale muszę się poświęcać- westchnął udając powagę.

Zaczęliśmy oglądać, ale co chwilę przerywałam nasz seans zadając pytania. Byłam ciekawa jak on na nie odpowie.

-Ciekawe ile Bella ma lat- zastanowiłam się głośno.
-Pewnie w twoim wieku- zaśmiał się.
-Hej! To,że jestem rok młodsza od ciebie nie jest śmieszne! A ta bestia jest super! Prawda?
-Muszę na to odpowiadać?
-Dlaczego wszystkie naczynia mówią?
-To jest służba księcia, a tamta żebraczka rzuciła czar- zerknął na mnie z ukosa.- Nie wierzę, że to wiem, o Boże...

Uśmiechnęłam się ze zwycięstwem. Tu cię mam cwaniaku.

-Szkoda, że prawdziwe życie nie jest jak świat Disneya- westchnęłam ciężko.
-Spokojnie, nasze akurat przypomina.
-To fakt- uśmiechnęłam się dziękując Bogu w duchu.



Angelika

-Angelika przyjdź do szpitala!
-Co się stało?- zapytałam Natalię.
-Mikołaj- powiedziała i się rozłączyła.

Szybkim tempem znalazłam sobie szofera w postaci Filipa. Już po chwili wsiadałam do jego auta. Nie czekałam aż chłopak otworzy mi drzwi tylko wypadłam i ruszyłam biegiem do szpitala. Wpadłam jak oszalała i postanowiłam nie czekać na windę. Ruszyłam po schodach. Znajdując się na piętrze, gdzie leżał Mikołaj musiałam wyglądać jak po przebiegnięciu maratonu. Stanęłam przed salą Mikołaja, przełknęłam ślinę i weszłam do środka. Stanęłam jak wryta. Łóżko było puste. Wszystko już było dla mnie jasne. Odszedł. Po moich policzkach zaczęły spływać pojedyncze łzy. Stałam z dziwnym uczuciem i nie wiedziałam co teraz ze sobą zrobić.

-Co jest? Czemu płaczesz?- zapytał wchodzący Filip.

Wskazałam głową na łóżko. Byłam zła. Zaczęłam okładać pięściami Filipa.

-To twoja wina! Twoja! Two-twoja!- wrzeszczałam.

Kopałam i biłam go jak popadnie, a on w odpowiedzi na mnie wrzasnął.

-Uspokój się do jasnej cholery! Przestań! Pytałaś pielęgniarek?

Zaprzeczyłam kręcąc głową. I ruszyłam na korytarz. Zaczepiłam jakąś panią w białym kitlu.

-Przepraszam, co z chłopakiem, który tutaj leżał? Czy on...
-Nie- zaśmiała się.- Wybudził się i przenieśliśmy go na inny oddział.
-Dziękuję.

Znów biegłam jak oszalała. Czułam obecność Filipa za sobą.

-Przecież nie zapytałaś na jaki oddział go przenieśli!
-A no tak....
-Za mną.

Poprowadził mnie do odpowiedni oddział. Zobaczyłam Natalię.

-Marcin jest u niego- powiedziała.- Możesz wejść.
-Okeej- wzięłam oddech i weszłam do środka.

Pierwsze co to zobaczyłam chłopaka, który żył. Ufff. Potem Marcina, który wstał od razu jak weszłam. Ruszył w kierunku drzwi, chcąc zostawić nas sam na sam. Chyba...Spojrzałam w oczy chłopaka i zobaczyłam w nich ciekawość. Tylko czego? Rzuciłam się na niego, oczywiście uważając żeby go dodatkowo go nie poturbować.

-Tak się cieszę!
-Przepraszam, ale kim jesteś?- zapytał.

Moja oczy momentalnie się rozszerzyły.

-Ty? Ty nie pamiętasz mnie?- zapytałam jąkając się.
-Nie za bardzo...a powinienem?

Nie odpowiedziałam mu. Było mi po prostu przykro. Chyba to zauważył, bo odezwał się przepraszająco.

-Wiem tylko, że jesteś Angelika tak?- widząc moje kiwnięcie, kontynuował-Marcin mi powiedział, że zaraz przyjdziesz i wspomniał, że powinienem bardzo cię lubić.

Wstałam z jego łóżka z zażenowaniem. On nic nie pamięta....To chyba koniec mojej wizyty i tak na nic się tu nie przydam...

-Muszę iść- powiedziałam i wyszłam.




Marcin

Zobaczyłem Angelikę, która wyszła z sali Mikołaja. Dopiero przyszła, poza tym nie takie miny powinni mieć ludzie, którzy dowiedzieli się, że ich ukochani wracają do zdrowia. Ruszyła do wyjścia, a Natalia i Filip za nią. No to ja w przeciwnym kierunku. Wszedłem do Mikołaja i wybudziłem go z rozmyślań.

-Odpowiedz na moje pytanie- powiedziałem surowo.
-Huh?...- podniósł brwi ze zdziwieniem.
-Dlaczego doprowadziłeś ją do takiego stanu?
-Jeśli to wszystko, to możesz już wyjść...
-Co ona ma takiego w sobie, że zawsze złościsz się o nią, albo na nią?
-Nic takiego- wzruszył ramionami.
-Co jej zrobiłeś? Jak wychodziła, wyglądała jak duch.
-Powiedziałem, że jej nie pamiętam.
-Co kurwa zrobiłeś?!
-Słyszałeś.
-Dlaczego?
-Żeby było ciekawie.
-Mikołaj! Dlaczego?
-Po co mam jej robić kłopoty? Niech będzie szczęśliwa z Filipem. Łatwiej jej będzie beze mnie.

Zaśmiałem się głośno, na co spojrzał na mnie zaciekawiony. Od kiedy zrobił się taki szlachetny? Miłość robi różne rzeczy z ludźmi.

-Wiesz co....Ty troszeczkę pospałeś sobie w tym szpitalu i wiele rzeczy się zmieniło- odparłem.
-Tak wiem, ty i Natalia.
-Nie o to mi chodziło. Poza tym skąd wiesz?- zapytałem.
-No nie wiem? Może dlatego, że weszliście do mnie za ręce? Stara Natalia prędzej wydłubałaby sobie oko niż wzięła cię za rękę.
-Punk dla ciebie stary- uśmiechnąłem się.- Ale mamy ten poziom już za sobą. No, ale wracając do tematu...Angelika nie jest z Filipem.
-Nie jest?- zapytał obojętnie.
-Nie.
-Dlaczego?-zapytał.
-Zapytaj jej, chociaż nie wiem czy teraz ci się to uda....- ruszyłem do drzwi zostawiając go samego.

Wyszedłem ze szpitala i zobaczyłem Natalię czekającą na mnie. Był już wieczór. Podszedłem do niej i poprowadziłem do swojego auto. Opuściliśmy parking szpitala, a następnie ruszyliśmy w stronę domu Natalii. Po chwili byliśmy na miejscu. Wysiadłem by otworzyć jej drzwi.

-Czemu cię tak długo nie było?- zapytała.
-Musiałem zapytać jeszcze o coś Mikołaja.
-Szkoda mi Angeliki, tyle czekała aż on się obudzi, a on jej nie pamięta...
-W tym cały urok...On jej nie nie pamięta.
-Słucham?
-Skłamał.
-Czemu niby?
-Pytaj się mnie, a ja ciebie....Nie jestem jasnowidzem, chociaż pewnie fajnie wyglądał bym w tych ciuchach- uśmiechnąłem się.

Pochyliłem głowę. Dziewczyna zadrżała czując moje usta na jej szyi.

-Jesteśmy pod moim domem- skarciła mnie, jednocześnie wplotła palce w moje włosy.

Mój oddech stał się cięższy. Nasze ciała się zetknęły. Po chwili moje ręce znajdowały się na jej tali.

-Jesteś pewna, że możemy sobie na to pozwolić?- zapytałem.
-Nie- westchnęła.- Moi rodzice są w domu. Pewnie na mnie czekają.
-Wszystko mi jedno- wymruczałem do jej ucha.
-Marcin, nie dzisiaj- uśmiechnęła się i pocałowała mnie.

Potem zobaczyłem już tylko jej tył. Weszła do domu, a ja odjechałem.



Ewelina

Wróciliśmy od Mikołaja. Adam był cichy, ale widać że szczęśliwy. Wchodząc do domu, zauważyłam że dziadków nie ma. No tak! Mówili, że jadą dzisiaj odwiedzić siostrę dziadka. Wrócą jutro. Po chwili poczułam czyjeś dłonie na swojej tali.

-Co robisz?- zapytałam zaintrygowana.
-Mam zamiar udowodnić mojej dziewczynie, jak bardzo ją kocham- przekręcił mnie do siebie i ujął moją twarz w dłonie.
-Jak mnie nazwałeś?- pragnęłam usłyszeć to jeszcze raz.
-Moją dziewczyną- powiedział miękko.

Uśmiechnęłam się, Sprawy między nami wreszcie się układały.Delikatnie zsunął mi bluzę z ramion. Jego dotyk, dobrze mi znany, zaskoczył mnie. Poczułam się jakby robił to pierwszy raz. Gdy znaleźliśmy się blisko siebie, dotarło do mnie, po jak cienkiej linie stąpaliśmy. Nie mogłam uwierzyć, że udało nam się przetrwać tak długo, bez intymności. Powietrze było naładowane elektrycznością, a my już się nie hamowaliśmy. Wzięłam rękę Adama i położyłam na swojej piersi, chciałam pokazac mu jak szybko bije moje serce.

-Nie bój się- szepnął.

Przytulił mnie mocno i zanurzył twarz w moich włosach. Moje kolana zrobiły się miekkie, wiec chwycił mnie w ramiona, Układając na łóżku. Pochylił się po mału aż nasze ciała pasowały do siebie jak kawałki układanki.

-Cholera!- Adam nieoczekiwanie zerwał się na równe nogi.
-Co się stało?- ogarnęło mnie skrępowanie.
-Nie mam przy sobie żadnego zabezpieczenia. Nie sądziłem, że będzie potrzebne.
-Daj spokój- przyciągnęłam go z powrotem do siebie.

Jeszcze przed minutą było tak przyjemnie, a teraz poczułam jak czar pryska. Adam stanowczo oparł się moim awansom.

-Ewelina, nie możemy zdać się na szczęście. Musimy być odpowiedzialni.

Usiadłam wzdychając. Dałam się ponieść czarowi do tego stopnia, że wszystko inne przestało się dla mnie liczyć.

-Czy to naprawdę ma aż takie znaczenie?- zapytałam.
-Oczywiście! Jesteś pewna, że chcesz zajść w ciążę? Właśnie teraz?
-No dobrze- zgodziłam się.- Masz rację, o ile o to chodzi...
-A o co innego może chodzić?
-Tak długo unikaliśmy tej kwestii....że...czy ty w ogóle postrzegasz mnie w ten sposób?

Adam jęknął głośno.

-Zwariowałaś? Oczywiście, że tak.

Uniosłam głowę i popatrzyłam w jego oczy.

-Więc mi to okaż.
-Ewelina proszę...- zaczął, ale mu przerwałam.
-Nie- odparłam.- Bez wymówek. Chcę żebyś mi udowodnił jak bardzo mnie kochasz.

Przyglądał mi się przez chwilę. Jednym zwinnym ruchem uniósł mnie i przyciągnął do siebie. Jego pocałunek był długi i głęboki. Całowaliśmy się całą wieczność. Czas stanął w miejscu. Kiedy rozłączyliśmy się, usta Adama wylądowały na mojej szyi.

-Masz jeszcze jakieś wątpliwości?- wyszeptał.

Zatraciliśmy się w miłosnym uścisku. Namiętność wypełniała powietrze.

-Błagam, nie przerywaj- wymruczałam.
-Nie mam zamiaru- odchylił głowę, a jego oczy błyszczały.
-Ale...co z ...
-Będę uważał- spojrzał na mnie.

Nasza pierwsza noc upłynęła na odkrywaniu magicznego królestwa, w którym nie liczyło się nic poza nami. Byłam świadoma jego ciepła i dotyku na mojej skórze.




______________________________________________________________

Kto czyta komentuje, żeby było wiadomo, że jest dla kogo pisać i żeby było mi miło :)
Przepraszam za błędy, bo wiem że są. Proszę o komentarze i do następnego, bo pomały zbliżamy się do końca opowiadania. Buziaki
Natalia ;)







wtorek, 13 stycznia 2015

#26 "Fight trough some bad days"

Konstancja

Po mimo tego co się działo, miałam dobry humor. Powinnam czuć się źle z tym, że Mikołaj leżał nadal w śpiączce.Grudzień zaczynał się a on już prawie miesiąc leżał w śpiączce i się nie budził. Przebrałam się w krótkie spodenki, do tego bluzkę i skarpetki za kolana. Puściłam eskę i zaczęłam sprzątać dom podśpiewując pod nosem Faydee- Can't Let Go. 

-Even if i try, I can;t, I can;t sleep at night!
-Fajnie tańczysz- powiedział Michał stojący w przedpokoju.
-Kto cię wpuścił?- zapytałam.
-Sam się wpuściłem- uśmiechnął się złośliwie.- Przy okazji fajne rękawiczki na nogi.

Spojrzałam na swoje skarpety za kolano w renifery. Może były obciachowe, ale lubiłam je.

-Po pierwsze to są skarpetki, a po drugie nie możesz wpuszczać się sam do mojego domu.
-Wiem, ale jak zobaczyłem przez okno twój pseudo taniec to musiałem tu wejść- zaśmiał się.
-Pseudo?- podniosłam brwi.

Pseudo. Jak mu zasadzę gonga w łeb to będzie miał pseudo siwe oko. Zaśmiałam się na ten pomysł.

-Pojeb- mruknęłam.
-Oj dobra nie złość się, pomóc ci sprzątać?- zapytał.
-Ty i sprzątanie? Jasne...
-A co? Już nie mogę sprzątać? Bo co? No zobacz jaki jestem uroczy- zaczął mrugać oczami.
-Tyle uroku co zdechła mucha. Czego chcesz?- zapytałam.
-O ile pamiętam to jesteśmy razem. Czy tak dziewczyna powinna zwracać się do swojego najukochańszego, najprzystojniejszego chłopaka?- zapytał.
-O ile pamiętam ostatnio na mnie nawrzeszczałeś za jakieś durne zdjęcie- oparłam się o futrynę.- Plus jesteś za bardzo pewny siebie.
-Jestem wystarczająco pewny siebie żeby stwierdzić, że jesteś we mnie głęboko, nieodwracalnie zakochana.
-Wow, może jeszcze jeden przysłówek, bo ich mało...
-Może nieodparcie?- zastanawiał się.

Wywróciłam oczami i wymamrotałam.

-Jestem zaskoczona, że wiesz co to przysłówek.
-Ej! Czy ty mnie obrażasz?!
-Może...
-Nieważne, wracając do tego zdjęcia...Wiesz co następnym razem mu zrobię jak zbliży się do ciebie?
-Przecież nie czytam ci w myślach, powiedz mi.
-Wiesz gdzie on ma głowę a gdzie dupę? Albo nie odpowiadaj na to pytanie- powiedział po chwili zastanowienia.- Cóż następnym razem te dwie części się ze sobą spotkają.
-Ohhh, Michał już mówiłam rób co chcesz...
-No to pomogę ci sprzątać!
-No to bierz mopa, będziesz zmywał podłogę- wydałam polecenie.

Ściągnął kurtkę i buty. On będzie mył podłogę, a ja będę ścierać kurze. Chwyciłam szmatę i pronto.

-Michał?
-Tak?
-To jest miotła, a nie mop- zaśmiałam się.
-Też fakt...
-Nigdy nie myłeś podłogi?- zapytałam.
-W sumie... to nie- wzruszył ramionami.
-A wiesz jak wygląda mop?
-Miałem wziąć mopa, a wziąłem miotłę, więc domyśl się.

Zaczęłam śmiać się na cały dom. NIE  W Y T R Z Y M A M. Jak można nie wiedzieć jak wygląda mop?

-No i co się śmiejesz? My w domu mamy panią Dorotkę, ona wszystko robi...
-No tak zapomniałam, kto bogatemu zabroni...- westchnęłam przypominając sobie, że jego rodzice mieli w chuj kasy, a ja zastanawiałam się czasami skąd oni ją biorą.- Łap!- rzuciłam mu ścierkę i pronto.- Ja umyję podłogi, a ty ścieraj kurze.
-Dobra- kiwnął głową.
-Psikasz, potem ścierasz. Wiesz tak góra i dół, góra i dół- tłumaczyłam.
-Debilko, przecież wiem jak ściera się kurze...
-Michał ty nie wiedziałeś jak wygląda mop.
-No to co z togo?
-Gówno.

Po jakiś dwóch godzinach skończyliśmy, a dom prawie lśnił. Ma się ten talent. Na polu było już ciemno, a my siedzieliśmy u mnie w pokoju i piliśmy herbatę.

-Ciemno już, będę się zbierał- powiedział Michał.
-Nie...poczekaj!

Podniósł brwi w górę, czekając na to co powiem.

-Zostaniesz ze mną?- zapytałam.
-Zgoda- odparł i wrócił z powrotem na łóżko.- Konstancja?
-Tak?
-Dlaczego twoja poduszka wygląda jak mop?- zapytał z powagą.
-O mój Boże, Michał to nie jest mop! To poduszka, podobna do mopa, ale nim nie jest.





*   *   *

Wykrzyczane z gniewem "KONSTANCJO WIECZOREK!" i męski śmiech były tym, co wyciągnęło mnie z głębokiego snu. Mama stała w drzwiach mojej sypialni ubrana w szlafrok, z rozdziawioną buzią. 
- Co? - wymamrotałam.


 Moja twarda poduszka się poruszyła. Spojrzałam w dół i poczułam, jak moje policzki płoną. Michał był ciągle w moim łóżku. I częściowo na nim leżałam. O mój Boże nie...

- To nie to, na co wygląda.
- Nie? - Mama założyła ramiona na piersi. 


Zaczęłam się podnosić, ale ramię Michała zacieśniło się na mojej tali. Miałam ochotę umrzeć na tysiąc sposobów. Odepchnęłam go. Nie dał się. Uchylił powieki.

- Mmm, z czym ty masz problem?- mruknął.
 Popatrzyłam znacząco na przejście. Zmarszczył brwi, odwrócił głowę i zamarł. - O, wow, niezręczne. - Odchrząknął i puścił moją talię. - Dzień dobry, pani Wieczorek.
-Dzień dobry Michał, skoro już wstaliście to zapraszam na śniadanie- powiedziała moja mama.
-Tak właściwie, to ja będę się zbierał - wstał i ubrał koszulkę, która leżała na ziemi.- Dzisiaj szkoła, muszę wrócić do domu, po książki.
-Nie wiem czy zdążysz już 7.30- odparła moja mama.

Uśmiechnął się cwaniacko, a ja już wiedziałam o czym myśli. Zważając na to z jaką prędkością on jeździ, to zdąży jeszcze wstąpić na kawę do restauracji.

-Do zobaczenia w szkole.
-Ta...cześć- westchnęłam i rzuciłam się z powrotem na łóżko, zakrywając głowę poduszką.

Teraz czeka mnie super rozmowa z mamą. O yeah, to jest to o czym marzę z rana.

-O nie nie ma mowy! W tej chwili widzę cię na dole Konstancjo!- mama ściągnęła ze mnie kołdrę.



Mikołaj

Jakaś dziewczyna siedziała na blacie w toalecie, a ja całowałem ją w najlepsze. Za chwilę ją zaliczę i po sprawie. Po chwili moją zabawę przerwała jakaś laska.

-Hej niunia przyłączasz się, albo spadaj- powiedziałem.
-Nie jednak podziękują za japońskie porno- odpowiedziała i wyszła

Zaśmiałem się w duchu. Wtedy nie wiedziałem jeszcze, że to Angelika, moja Angelika. Ciekawe co myślała jak mnie wtedy zobaczyła. Przez wejście Angeliki dziewczyna, którą chciałem wtedy przelecieć spłoszyła się. Pamiętam tą złość, która ogarnęła mnie, rany...
Wypadłem z WC z nadzieją, że znajdę dziewczynę, która mi to zniszczyła. Szczęście dopisało mi wtedy bo stała ona wtedy dokładnie przed wejściem do toalety. Widząc mnie kipiącego złością, uśmiechnęła się pod nosem.

-Co ty kurwa robisz?- zapytała zdziwiona.
-Przez ciebie mi uciekła, więc odbieram to ci mi zabrałaś- odpowiedziałem i położyłem ręce po obu stronach jej głowy. Byłem dużo wyższy, więc pewnie czuła się jak w klatce.

-Dobra koleś rozumiem, że jesteś napalony i w ogóle, ale jak masz problem to idź do kibla i sobie zwa..- nie dokończyła, bo ją pocałowałem.

Wszystko fajnie, ale to było takie szczeniackie zagranie! Brawo Mikołaj! Gdybym wtedy wiedział, że to była Angelika, to wow. 
Dziewczyna jednak, nie zamierzała mi się poddać, bo po chwili poczułem ból. Ugryzła mnie w wargę. Śmiesznie wyglądał skok, który wtedy wykonałem, aby odsunąć się od niej.

-Suka!- warknąłem.
-No Mikołaj widzę, że przywitałeś się z Angeliką- powiedziała Natalia, która właśnie się pojawiła.

Wtedy ta wiadomość, była ciosem poniżej brzucha. Popatrzyłem na nią wzrokiem wzrokiem bez wyrazu, ona była tak samo zdziwiona jak ja. 

-Natalia- szepnęła i uśmiechnęła się do niej.

Coś wtedy zabolało, że to do niej pierwszej się odezwała. A ja? to mnie zostawiła zaraz po pocałunku. Halo no?!

-Witam z powrotem- powiedziała blondynka, nawet na nią nie patrząc.



Natalia

Siedzieliśmy wszyscy na stołówce, brakowało Mikołaja, ale dołączył do nas Filip. Wyjaśnili sobie wszystko z Angeliką i już chyba nie byli razem. Poza tym poznaliśmy historię z Aśką i tak dalej, Bla, bla bla.

-Ciasteczko?- zapytał Marcin.
-Jasne- odpowiedziałam.
-Chodź i weź. 


Marcin umieścił połowę ciastka między tymi pełnymi, stworzonymi do pocałunków ustami. Zastanawiałam się co zrobić, czy wziąć je od niego i zachować się jak zakochany kundel z tej bajki o spaghetti. Po chwili chwycił ciasteczko. W jego oczach był błysk, jakby właśnie wygrał jakąś bitwę. 

-Czas minął- powiedział i zjadł ciastko.

Gapiłam się na niego oniemiała.

-Hej, wiem że bardzo podobam się dziewczynom, ale nie musisz się tak na mnie gapić! Jestem cały twój- uśmiechnął się i puścił do mnie oko.
-Wcale się nie gapiłam..
-Jasne- zachichotał.
-Od kiedy wy? Razem?- zapytała Karolina.
-Odkąd mnie pierwszy raz ujrzała- odparł Marcin, a ja przewróciłam oczami.- Wiecie jestem taki romantyk, ale bardziej ukryty. Wziąłem ją na przejażdżkę na most i wtedy...
-I wtedy dowiedzieliście się o Mikołaju?- dokończył Paweł.

Kiwnęliśmy głowami i zapadła niezręczna cisza. Nie wiem o czym inni myśleli, ale ja modliłam się w duchu, żeby on w końcu się obudził. Jutro jego urodziny i jak dalej tak pójdzie to swoją 17 będzie obchodził podłączony do maszyn w szpitalu, nawet nie wiedząc, że dzisiaj jego urodziny.

-Nie martwcie się, wszystko będzie dobrze- powiedział Adam.- On potrzebuje trochę czasu.
-A jeśli on się nie wybudzi?- zapytała cicho Angelika, ale wszyscy ją usłyszeli.
-Obudzi- Filip chwycił jej dłoń.
-Popieram go, on potrzebuje czasu żeby jago organizm się zregenerował- tłumaczył Adam.


Zadzwonił dzwonek i wszyscy się zebrali, ja też, ale zatrzymał mnie Marcin.

-Tak?- zapytałam.
-Chciałbym cię dzisiaj zaprosić na kolację- powiedział.
-Marcin, już przecież byliśmy raz na kolacji- westchnęłam.
-No i co? Ta będzie u mnie w domu.
-No dobrze.
-Przyjadę po ciebie o 18.



*   *   *

Stałam przed lustrem i przyglądałam się swojemu odbiciu. Chyba wyglądałam ok. 

-Wybierasz się gdzieś?- zapytała mama.
-Tak, Marcin zabiera mnie do siebie.
-I dlatego wystroiłaś się jak stróż w Boże Ciało?
-Mamo hahahah oo, znaczy będzie kolacja- odpowiedziałam.
-Wy dwoje wyglądacie na bliskich sobie- popatrzyła się znacząco.- Ty i Marcin.
-Tak chyba go kocham...
-Chyba?
-Mamo! Nie będę rozmawiać z tobą o takich rzeczach- westchnęłam i ubrałam kurtkę.
-Dlaczego?
-Bo nie.

Usłyszałam jak Marcin zatrąbił, tzn czekał już na mnie w aucie.

-Muszę już iść.
-Poczekaj! Zabezpieczacie się?
-Mamo pa- pożegnałam się i wyszłam.



*   *   *

-Wow, czy ty to?
-Czy ja co?- podniósł brwi.
-Zaaranżowałeś to?- wskazałam na świece.
-Może- uśmiechnął się.

Uśmiechnęłam się i odsunęłam włosy do tyłu.

-Dziękuję, jest to bardzo...
-Fantastyczne?

Roześmiałam się.

-Romantyczne, bardzo romantyczne i fantastyczne też.

Rzuciłam okiem na stół. Jego dom był tak duży, że mogliśmy sobie pozwolić żeby zjeść w jadalni z widokiem na ogród.

-Tak długo jak myślisz, że jest to fantastyczne, to znaczy że było warto. Poza tym jak dzisiaj wspomniałem jestem ukrytym romantykiem.

Zjedliśmy kolację, którą przygotowała jego gosposia. Po sposobie w jaki o nie opowiadał była mu bliska. Pewnie zajmowała się nim, bo jego rodziców wiecznie nie ma w domu. To przykre...Dania były wyśmienite. Po zjedzeniu przenieśliśmy się do jego pokoju. Zauważyłam pianino stojące w rogu, podeszłam do niego i zobaczyłam, że nie schował kilku kartek. Na nich znajdował się tekst, nie dokończony ale był świetny.

-Co robisz?- zapytał.
-Czytam...i to jest świetne!
-Nie powinnaś tego czytać, to jeszcze nie skończone eee..

Biedny zawstydził się chyba, bo zaczął się strasznie mieszać.

-Ten tekst jest super, zagrasz mi?
-Nie.
-Marcin no proszę...
-Oh no dobra.

Zabrał mi kartki i siadł do pianina. Muzyka którą grał była przepiękna.

-"Cause we've got- śpiewał.-One life to live, one love to give, one chance to keep from falling. One heart to break, one soul to. take us, not forsake us. Only Only,Only One"




Angelika

Dzisiaj 6 grudnia. Mikołajki i urodziny Mikołaja. O ironio, gorzej być nie może. Weszłam na piętro oddziału na którym leżał. Nie lubiłam szpitali, tak samo jak muzyki country. Pachniały śmiercią i środkami do dezynfekcji. Bolała mnie głowa, od płaczu w nocy. Weszłam do jego sali.

-Wszystkiego najlepszego- powiedziałam i pocałowałam go w policzek.

Nic mi nie odpowiedział. A szkoda. Był w śpiączce, więc nie winię go za to. Żałuję tylko, że wcześniej sobie nie wyjaśniliśmy uczuć, które do siebie darzymy. Żałuję, że wtedy nie powiedziałam mu, że się przeprowadzam. Może nasze losy inaczej by się wtedy potoczyły.

-Obudź się, tęsknię- westchnęłam.

Mówienie chyba nie miało sensu, bo on i tak tego nie słyszał. Eh.

-Angelika? Możemy?- zapytała Natalia z Marcinem, którzy stali w drzwiach.
-Tak, jasne wchodźcie.
-Wszystkiego najlepszego, wracaj do nas!- powiedziała Natalia i położyła prezent obok tego mojego.
-Stary czekamy tu na ciebie, bierz dupę w troki i wracaj do nas- powiedział Marcin ze smutną miną.

Po chwili w sali Mikołaja było tak tłoczno jak na wyprzedaży w galerii. Byliśmy wszyscy. Potem zaśpiewaliśmy mu sto lat, a jeszcze potem zostaliśmy wyrzuceni przez ochroniarza, cytując SZPITAL TO NIE JEST MIEJSCE ZABAW.




_________________________________________________________

Kolejny rozdział do kolekcji . Czytajcie, komentujcie bo miło na serduszku się robi. Zadawajcie pytania jeśli czegoś nie wiecie, chętnie odpowiem. Buźka,
Natalia.

sobota, 3 stycznia 2015

#25 "Stronger than your past"

Ewelina

Usłyszałam dźwięk, który oznaczał, że wysiadam z windy. Szybko, szybko. Minęłam kilka pielęgniarek, moje oczy rozchodziły się na wszystkie strony szukając Adama. Po chwili zauważyłam jakąś postać siedzącą na ziemi. Pobiegłam w tamtym kierunku.

-Adam? O Boże Adam, nic ci nie jest?- rzuciłam się na kolana i przytuliłam go.

Chłopak siedział wpatrzony w ścianę, nawet nie zareagował. Jego wzrok był taki pusty i to łamało mi serce.. Miał trochę poobijaną twarz i rozcięty łuk brwiowy, ale i tak prezentował się dobrze.

-Adam? Opowiedz mi co się stało, proszę.
-Nie- oczy Adama rozszerzyła panika.- Nie mogę.
-Nic nie rozumiem. Co się stało? Co z Mikołajem halo powiedz mi no!
-Mieliśmy wypadek- schował twarz w moim ramieniu.- Myślałem...Myślałem, że to już koniec, było tyle krwi, a ja stałem i nie mogłem się ruszyć. Wszystko mi się przypomniało...

Chłopak zaczął łkać w moje ramię, nie przejmowałam się tym, że miałam na sobie mój ulubiony sweter, bo to nie było teraz ważne!

-I? Co było dalej?- dopytywałam.
-Musiałem ogarnąć się i zacząć coś robić, bo nie mogłem stracić przyjaciela po raz drugi.
-Brawo, jestem z ciebie dumna. Kochanie, chodź niech obejrzy cię doktor.
-Nie mogę.
-Dlaczego nie chcesz żeby obejrzał cię doktor?-zapytałam.
-Nie ruszę się stąd dopóki nie dowiem się co z Mikołajem!
-No dobrze spokojnie- usiadłem obok niego, starając dodać się mu otuchy.

Po kilku minutach na oddział weszli Michał, Konstancja i Angelika, która trzymała się tak samo jak Adam.

-Co z Mikołajem?- zapytała Konstancja.
-Operują go- odpowiedział Adam.
-A co z tobą?- zapytał Michał.- Ciebie też powinni zbadać.
-To samo mu mówiłam, ale uparł się i nie przebada się dopóki nie dowie się co z Mikołajem.

Potem dojechała do nas reszta. Siedzieliśmy tam wszyscy razem, było nas sporo. Po 2h wyszedł lekarz. Był to starszy pan z siwymi włosami.

-Który z was reanimował go?- zapytał stanowczo.
-Ja- odezwał się Adam.- Co z nim?
-Przy reanimacji złamałeś mu żebro, ale dzięki tobie żyje. Gratulacje chłopcze, Mikołaj musiał zostać wprowadzony w śpiączkę, nie wiemy kiedy się obudzi. A teraz chodź ze mną- wskazał na Adama.- Ciebie też trzeba obejrzeć.



Mikołaj

Widziałem siebie jak biegnę chodnikiem do domu obok. Na początku wydało mi się to dziwne. Jakim cudem mogłem patrzyć na młodszego siebie, tak jakbym oglądał film w kinie? Nie wiedziałem co się dzieje, ale szybko skupiłem się na akcji, która miała miejsce.
Drzwi otworzyła młodsza Angelika. Wyglądała na szczęśliwą, widząc mnie stojącego przed jej drzwiami. Ile my wtedy mieliśmy lat? Jakieś 13 chyba.
W ogóle jak ja byłem ubrany? Angelika zaśmiała się przez coś co właśnie powiedziałem. Ona nadal śmieje się tak jak wtedy!

-Tęskniłam za tobą!- wykrzyknęła.
-Rany- spojrzałem na nią zakłopotany.- Byłem tylko na tydzień u babci...
-Tydzień to o wiele za długo, nudziło mi się- wyznała.

Słowa odbijały się echem w mojej głowie, a w sercu czułem ulgę? Ulgę tym, że rozmawialiśmy a nikt nam nie przeszkadzał. To nie jest sen, tylko raczej wspomnienie. I to jest ten dzień, kiedy widziałem ją po raz ostatni. Potem wyjechała bez słowa.

-Idziesz ze mną na basen? A jutro może wymyślimy coś innego- zaproponowałem.

Angelika posmutniała.

-Tak idę dzisiaj, a jutro, a jutro się zobaczy- wpuściła mnie do domu i zniknęła w swoim pokoju.

Po chwili pojawiła się gotowa. Wyszliśmy. Wyciągnęła do mnie rękę, a ja bez wahania chwyciłem ją za nią. Teraz wydawało mi się to śmieszne, ale wtedy trzymanie za rękę było poważne.
Po chwili znaleźliśmy się na basenie, pływaliśmy. Potem zmęczona Angelika usiadła na brzegu. Wyglądała na smutną i tak jak pamięta młody Mikołaj usiadł obok niej. Po chwili przyłożył czoło do jej czoła.

-Mikołaj czekaj...- przerwała stanowczo.

Młody moja krew nie poddawał się. Uśmiechnął się i pocałował ją. Zaśmiałem się na myśl o tym jak fatalnie skończył się mój pierwszy pocałunek. Dziewczyna wstała i uciekła z łzami w oczach. Potem już nigdy się nie widzieliśmy.
Znajomość odnowiła się ostatnio, ale i tak nie była taka jak wtedy...



Tydzień później...
Natalia

Sprawy między mną a Marcinem pozostały niewyjaśnione. Mikołaj miał wypadek i w dalszym ciągu leżał w śpiączce. A nasz pocałunek wtedy na moście, pozostał tylko wspomnieniem.

-Natalia, Marcin do ciebie!- zawołała mama.- Prosi żebyś zeszła

Mój umysł pędził równo sercem, ale zarazem w myślach odhaczałam powody, dla których Marcin mógłby chcieć być z nią sam na sam? Ubrałam się i wyszła przed dom.Na polu było ciemno, więc nie mogłam dostrzec wyrazu jego twarzy, żeby ocenić, czy jest poważny. Sądząc po postawie, był spięty

-Co jest?- zapytałam.
-Możemy się przejść kawałek?
-Jasne. A co będziemy robić?
-Rozmawiać.

Przełknęłam z trudem ślinę.

-Chciałem porozmawiać o nas. Co do mnie czujesz?

Zawahałam się. Co, na litość boską, miałam odpowiedzieć? Że jest najprzystojniejszym najatrakcyjniejszym, chłopakiem, jakiego poznała w życiu? Że jest chłopakiem, o jakim marzyła?Tylko jak mogłabym się do tego wszystkiego przyznać? Zrobił ku mnie krok, a ja cofnęłam się o krok.

- Boisz się mnie?
- A powinnam?
- Zamierzam cię pocałować- wyznał.
- Nie uważasz, że najpierw powinieneś zapytać o pozwolenie?

Pokręcił głową.

-Gdybym zapytał, mogłabyś odmówić.
-Hahahah, Marcin, którego znam nigdy nie pytał by dziewczyny o pozwolenie.

Dotknął palcem mojego podbródka. Umilkłam, czując, że przesunął palec w dół na szyję. Na ramionach wyskoczyła mi gęsia skórka i cała zadrżałam.

-Natalia- szepnął.
-Marcin- odszepnęłam.
-Masz racje- zaśmiał się i mnie pocałował.

Dałam się ponieść zmysłowej fali, kurczowo wtulona w Marcina i jego ściśle ją oplatające ramiona. Jego wargi były słodkie i niepohamowane.

-Marcin...
-Cały czas o tobie myślę. I nie chodzi tylko o seks. – skrzywił się. – Co jest wręcz... dziwne.

Poczułam ucisk w piersi. Czyżby ten łamacz kobiecych serc sam wpadł w sidła miłości?

-Zależy ci... na mnie?-zapytałam.
-I to bardzo. – popatrzył na mnie zły – Nie czułaś, kiedy cię całowałem?

Fala gorąca oblała moje policzki.

-Cóż, na pewno twój pocałunek był... namiętny. Ale z oczywistych powodów. Masz duże doświadczenie, więc....– umilkłam, kiedy położył mi palec na ustach.
-Natalia
-Tak?– wyszeptałam w opuszek jego palna, co złościło mnie.

Kiedy on zdejmie mi tą łapę w moich ust, lol?!

- Pocałunek był namiętny, bo się w tobie zakochuję....

Serce mi podskoczyło i odsunęłam się. Przyglądnęłam mu się, wyglądał teraz tak niewinnie.

– To... to mało prawdopodobne- westchnęłam.
– Poczułem coś do ciebie już od dawna o tym wiem.

Przełknęłam ślinę. Ona też coś do niego czuła i to od dawna.Kącik jego ust uniósł się i w policzku pokazał się uroczy dołek.

-Ostatnio sama się rzuciłaś w moje objęcia. Oddawałaś moje pocałunki. I to z dość dużą żarliwością.
-To było ostatnio.
-Jesteś piękna, kiedy się złościsz.
-Nie myśl sobie, że złapiesz mnie na takie coś. Jezu mam ochotę na ciebie nakrzyczeć, ale potrafię nad sobą zapanować.
-Rozumiem- uśmiechnął się złośliwie.- W takim razie nie będziesz krzyczeć kiedy będziemy się kochać?

Rozdziawiłam usta.

-Co takiego?

Skrzywił się

-Wcale nie jestem przekonany, że powstrzymasz się przed krzykiem...
-Marcin! Jesteśmy na środku jakiegoś zadupia, w ogóle nie wiem gdzie jesteśmy, a ty mi mówisz o kochaniu?! Pojebało cię?
-Dobra, dobra. Kiedyś sprawdzę jak tam z twoim krzykiem i skończą się twoje noce bez krzyku.

Serce mi załomotało. Prychnęłam.

-Nie tak łatwo zaciągnąć mnie do łóżka.

Marcin parsknał śmiechem. Kiedy zorientowałam się , że ja też się uśmiecham, dotarło do mnie, do czego to zmierza. To jest miłość!


Angelika

Całymi dniami siedziałam przy Mikołaju a on nadal się nie budził. Właśnie wychodziłam za szpitala, kiedy przede mną zatrzymało się znane mi auto. Filip! Wsiadłam i przylgnęłam do niego.

-A więc to tak- szepnął.- Wiedziałem, że cię tu znajdę.

Musnęłam palcami jego usta, a on pochylił głowę i pocałował ją. Jedyne, o czym mogła myśleć, to jak cudownie jej z Filipem. Ale też, jak bardzo to jest nie w porządku. Ale też, jak bardzo to jest nie w porządku, bo kochała Mikołaja. Gwałtownie odsunął się od niej. Otworzyła oczy i wiedziała, że wszystko zepsuła. Miała jedną jedyną szansę na szczęście z innym chłopakiem, niemal idealnym, ale schrzaniła sprawę. Wyciągnęła do niego ręce w desperackiej nadziei, że uda jej się pozbyć tej idiotycznej fiksacji na punkcie Mikołaja. Filip uniknął jej objęć i zacisnął zęby. Zapalił auto i jechali, poznała drogę, która prowadziła do jej domu. Filip nie powiedział ani słowa przez całą drogę. Zaparkował przed jej domem.

-Filip! Przepraszam, słyszysz?
-Co się zmieni w naszej sytuacji za pięć minut? Albo za pięć lat? Mógłbym czekać na ciebie całe życie, a ty i tak kochałabyś Mikołaja.
-Ale ciebie też kocham – wyjąkałam
-Wiem, że mnie kochasz – powiedział ze smutkiem. – Ale nie tak jak jego.
-Może nie tak samo, ale to nie znaczy, że kiedyś... – przerwała.

Nie było żadnego „kiedyś”. KochałaM Mikołaja.W moich oczach wezbrały gorące łzy. Filip miał rację. Filip był zawsze na drugim miejscu. Pokiwałam głową i gapiłam się na swoje dłonie, nie
widząc ich jednak. Pozwoliłam popłynąć łzom. Za Filipa, za siebie, za Mikołaja, ale przede wszystkim dlatego, że miała serdecznie dość.

-Jesteśmy przyjaciółmi? – spytał po długim milczeniu.
-Chyba...Jeżeli mi wybaczysz.
-To nie ja mam ci wybaczać. Posłuchaj mnie teraz uważnie...

Kiwnęłam głową, na znak, że słucham.

-Na początku byłem z tobą, tylko dlatego, że Aśka mnie o to poprosiła- wyznał, a dla mnie był to wielki cios.
-Ale, ale dlaczego?
-Poprosiła mnie o to, wiesz, że ja, ona i Konstancja kiedyś się przyjaźniliśmy. Teraz zostałem jej tylko ja- wzruszył ramionami.- Jest dla mnie ważna, dlatego zrobiłem to o co prosiła. Jednak potem zacząłem coś do ciebie czuć...
-Przeprasza....
-Słuchaj, przecież to ja ciebie pocałowałem. Sam się w to wpakowałem. A zdawałem sobie sprawę, że nie powinienem.
-Ale ja chcę kochać cię mocniej – powiedziałam powoli i zamilkłam.

Bałam się mówić dalej. Zebrałam się w sobie i odsunęłam, żeby spojrzeć mu w oczy.

-Tak-szepnął. -Do następnego razu, kiedy zobaczyłabyś Mikołaja. Ale wiesz przecież o tym.

Chciałam powiedzieć, coś w stylu, że już nigdy nie będę na niego patrzyć, ale to było bez sensu.

-Dziękuję, że powiedziałeś mi prawdę- nachyliłam się i pocałowałam go w policzek.- Przepraszam.

I wyszłam z samochodu.



Mikołaj

Obróciłem się na bok i otworzyłem oczy. Zobaczyłem przed sobą małą śpiącą dziewczynkę, jej plecy podnosiły się i opadały w rytm oddechu. 
To Angelika pomyślałem. Ale zaraz nie byliśmy w pokoju. Byliśmy w namiocie, rozłożonym na plaży. Zaraz przecież my mieliśmy zaledwie 6lat. Przyglądnąłem się tej scenie.
Przypomniało mi się, jak kiedyś będąc jeszcze brzdącami byliśmy na wakacjach i zapragnęliśmy spać na plaży. I to właśnie ta sytuacja, zaśmiałem się w duchu. Mały Mikołaj wyszedł z namiotu, śmieszyło mnie jak bardzo starał się nie obudzić Angeliki.

-Mamusiu- zawołał.- Mamusiu chce mi się siku.


Mamusiu? Siku? Wybaczyłem sobie w myślach to słownictwo, wiedząc, że to odległe wspomnienie.

-Tak Mikołaju? Dobrze już pójdziemy, a reszta przypilnuje Angeliki.- złapała mnie za rękę i poszliśmy. 

Zauważyłem, że nasi rodzice musieli siedzieć tutaj całą noc, spełniając naszą zachciankę.

-A jutro pójdziemy na lody? 
-Nie jutro wracamy do domku- powiedziała smutno.- Dobrze ściągaj portki i rób swoje.
-Ughym- mruknąłem.- Ughym
-Co jest synku?
-Mamo odwróć się
-Już dobrze, dobrze.

Po potrzebie, którą załatwiłem mama pomogła mi się obrać i wróciliśmy.



____________________________________________________________

W końcu udało mi się coś tutaj napisać. Opornie mi to szło, więc przepraszam za błędy i w ogóle za wszystko. Miłego czytania!

Natalia 






sobota, 11 października 2014

#24 "Teraz albo nigdy"

Natalia

Kolację z Marcinem zaliczam do udanych, ale i tak nie zmieni to tego co o nim myślę. On jest po prostu dupkiem.

-Kochanie!
-Marcin...japa. Ile razy mam ci powtarzać, że ja na nic się nie zgodziłam? Bożeeeee czy to tak ciężko zrozumieć?-przewróciłam oczami.

Koło nas przeszła grupka jakiś chłopaków, którzy przyglądali się nam, dziwneee.

-Nie przewracaj na mnie oczami, a wy co się tak gapicie!? To moja dziewczyna, jest zajęta. Mam wam przeliterować czy wbić do głowy?!
-No i po co się tak unosisz, chłopcy pewnie szukają sali a ty wyskakujesz z jakimiś problemami. Macin ogarnij, plus nie jestem twoją dziewczyną!
-Oj przesadzasz, to co dzisiaj po szkole kino?- zapytał.
-Nie, mam naukę.
-Jasne, będę czekał na ciebie przed szkołą- mrugnął mi okiem i poszedł.

Oparłam się o szafki. Co za chłopak...Boże, mam go dość.

-A tobie co?- zapytała Angelika.
-Idę spać, obudź mnie jak to wszystko się skończy- westchnęłam.
-Przesadzasz, dasz radę. Nikt nie jest perfekcyjny.
-Dziękx Andzix. Co teraz mamy geografię?
-A kogo to obchodzi?- zaśmiała się.
-No mnie? Okay?
-Okay! Chyba angielski, z resztą nie wiem, zobaczymy jak dotrzemy pod klasę.

Kiedy doszłyśmy, usiadłyśmy na ławce.

-Napiłabym się herbaty....
-Czemu tak z dupy wypadasz z herbatą, wtf?!
-No co? Mówię co myślę- wzruszyłam ramionami.
-One less problem with out you- zanuciła Angelika.

Zadzwonił dzwonek.

-Dlaczego nie ma nikogo z naszej klasy?- zadziwiłam się.
-Faktycznie! Czekaj teraz mamy angielski!
-Nie, mamy chyba matematykę...
-Racja! O fuck, szybko na górę!!!



Konstancja
-Możesz mi powiedzieć co to jest?!
-Eeee telefon?- odpowiedziałam Michałowi.
-Moment, tylko odblokuje....Pytam co to jest!
-Zdjęcie.
-A kto na nim jest?
-Ja i Kacper...
-Co to ma być?!
-Nie będę rozmawiała z tobą w ten sposób....
-Bo co!?
-Bo na mnie wrzeszczysz debilu!!!

Wzięłam torbę i ruszyłam do szatni.Wiedziałam, że gdybyśmy kontynuowali dalej tą rozmowę to dalej było by tylko gorzej...Weszłam, przebrałam się i ruszyłam na salę gimnastyczną. Zdążyłam, akuratnie była zbiórka. Stanęłam w szeregu, obok Kacpra, no świetnie.

-Dlaczego nic nie mówisz?- szturchnął mnie.
-Hmmm?
-Trener od 5 minut czyta twoje nazwisko, a ty stoisz i nic nie odpowiadasz.
-Jestem! Ćwiczę! Obecna! Ćwiczę!
-Ćwiczysz na razie to tylko myślenie- mruknął nauczyciel.



Angelika

Wpadłyśmy zdyszane do klasy. Nauczycielki jeszcze nie było, ufff.

-Jak tam u Filipa?- zapytała Aśka.
-Jak tam u Mikołaja?- odparłam.
-A no wiesz dobrze nam się układa.
-Suka...
-Co powiedziałaś?
-Że jesteś suką i cię nie lubię- uśmiechnęłam się.
-Ja ciebie też.

Patrzyłyśmy się na siebie wyzywającym wzrokiem.

-A wy co robicie? Powaliło was?- zapytała przechodząca Natalia.
-Mnie nie ją tak!- tłumaczyłam.
-Relax, relax, relax- Natalia usiadła w naszej ławce.

Poszłam w jej ślady i nie patrzyłam już na Aśkę. Po chwili weszła nauczycielka i zaczęła tłumaczyć coś tam.

-Róże na górze- mruknęłam.
-Fiołki na dole- odpowiedziała Natalia.
-Tak mi się nie chce, że ja pierdole- zaśmiałam się.- Pamiętasz to dalej?
-No wow, takich rymowanek się nie zapomina.



*   *   *

Zadzwonił dzwonek wyszliśmy z klasy. Spotkałam Mikołaja, który przeszedł obok mnie jakby nigdy nic. Jakbym była nikim, jakbyśmy się już nie znali. O co jemu znowu chodzi?

-Mikołaj, zaczekaj!- zawołałam za nim.

Chciałam dowiedzieć się, czemu taki jest, czemu nagle stało się tak pusto.

-Nooo co jest?- zapytał.
-Możemy porozmawiać?
-Właśnie rozmawiamy.
-Nie tak, normalnie.
-Co według ciebie znaczy normalnie, hmm?- zapytał.
-Możemy się spotkać dzisiaj po szkole?
-A co na to twój chłopak?- wyraźnie zaakcentował ostatnie słowo, krzywiąc się przy tym.
-Właściwie nie interesuje mnie to co on na to. Chcę z tobą porozmawiać!
-Niech będzie, dzisiaj po szkole.


*   *   *

Wyszłam ze szkoły z Natalią. Czekał na nas Mikołaj i Marcin. Popatrzyłam zdziwiona na Natalię, oni? Razem?

-Nie pytaj...- mruknęła Natalia.
-To my z Nati się zbieramy, miłej rozmowy- podsumował Marcin i po chwili już ich nie było.
-Kawiarnia?- zapytał Mikołaj.

Przytaknęłam głową, Po chwili siedzieliśmy już w przytulnym lokalu. I zapadła między nami cisza. To ja chciałam z nim porozmawiać, a przyszło co do czego i nie wiem jak zacząć. No, ale nikt nie mówił, że będzie łatwo...

-Mikołaj, cieszę się, że się zgodziłeś na to spotkanie.
-Nie ma sprawy, to o czym chciałaś porozmawiać?

Nasze spojrzenia się spotkały. I to był ten stan kiedy uświadomiłam sobie, że tylko jego jedno spojrzenie potrafi mnie rozpierdolić. Czemu nie czuję się tak przy Filipie....?

-Halo Angelika żyjesz?
-Tak, tak przepraszam. Chciałam zapytać czemu jest tak jakbyśmy się nie znali? 
-A jest tak?
-A nie jest Mikołaj?
-Nie wiem, nie wiem dlaczego! Może dlatego, że jesteś w związku z typem którego nie lubię, nie cierpię. Może dlatego, że zależy mi na tobie i trochę dla mnie znaczysz. Sam już nie wiem.

Jego słowa uderzyły we mnie. 

Zależy mi na tobie. 
Zależy mi na tobie

Te słowa odtwarzały się w mojej głowie. 

-Naprawdę go kochasz?- zapytał.
-Ja, ja,ja - jąkałam się, nie potrafiłam wydusić z siebie ani słowa.
-Okej rozumiem, jak będziesz znała odpowiedź to daj mi znać- powiedział i wyszedł.




Natalia

To śmieszne, że widząc Marcina czuję się jednocześnie wesoła i smutna. 

-To na jaki film idziemy?
-Obojętne mi to- wzruszyłam ramionami.
-Widzę, że pomysł z kinem ci nie odpowiada...W takim razie co byś chciała robić?- zapytał.
-Obojętne mi to.
-Wszystko nie może być ci obojętne- westchnął.
-Po prostu jestem zmęczona...
-Czym? Szkołą? Życiem? Mną?
-Najbardziej to szkołą, ale ty też mnie denerwujesz- uśmiechnęłam się.
-Wiesz co? Naprawdę cieszę się, że nie byłem na pierwszym miejscu rzeczy które cię denerwują- zaśmiał się.
-No i z czego się cieszysz?!
-Bo to taki drobiazg a tyle radości.
-Jesteś na drugim miejscu, zaraz po szkole kochany- odparłam.- A teraz czemu się uśmiechasz?!
-A co nie można już się uśmiechać?- spytał.
-Nie, nie można!
-Powiedziałaś do mnie KOCHANY.
-Marcin, serio?????
-Mam pomysł, wsiadaj do auta już wiem co będziemy robić!



Konstancja

-Możesz wyjść?
-Teraz?
-Tak, czekam przed twoim domem- odparł Michał.
-Dobra, zaraz będę- rozłączyłam się.- Mami! Wychodzę!

Wsiadłam do BMW. Czekała nas poważna rozmowa, wiedziałam że Michał będzie zły. Konstancja tylko oddychaj, tylko oddychaj.

-No więc...Wytłumaczysz mi tą sytuację ze zdjęcia?- zapytał.
-No bo to było tak, że wracaliśmy z zawodów i wolne miejsce było wolne tylko koło niego. Nie lubię go, ale nie umiem czarować, więc musiałam z nim siedzieć. Potem mi się przysnęło i tak powstało to oto zdj. Jesteś zły?
-Jestem bardzo szczęśliwy, nie widzisz?!
-Nie musisz być sarkastyczny...
-Ja? Sarkastyczny? Nigdy.
-Wiesz co, denerwujesz mnie!
-A mnie denerwuje ten koleś ze zdjęcia i obije mu mordę jak go tylko zobaczę.
-A rób co chcesz, jebie mnie to.



Adam

Ostatnio dużo rzeczy się zmieniło. Ewelina zna prawdę i nasza relacja po mału wraca do tej dawnej. Wsiadłem na motor i pojechałem do mojej byłej hmmm może obecnej dziewczyny?

-Cześć- powiedziała otwierając drzwi.

Uśmiechnąłem się i wszedłem do środka. Po 15 minutach trwaliśmy w niekończącej się wymianie zdań.

-Tęskniłem za tobą i naszymi rozmowami- przyznałem.
-Ja też- posłała mi uśmiech.
-Po mału będę musiał się zbierać.
-Do domu?- zapytała.
-Nie jadę jeszcze przejechać się z Mikołajem. Mówił, że miał ciężki dzień i chce pogadać.
-Racja, przyjaźń jest ważna.
-Ważna, ale nie najważniejsza...
-Do czego zmierzasz?
-Ty jesteś dla mnie ważniejsza- powiedziałem pewny siebie.- I to nigdy się nie zmieniło, nawet wtedy...
-Ciii nie kończ już- przytuliła mnie.

Staliśmy tak chwilę, a potem wyszedłem. Wsiadłem na motor, popatrzyłem w jej okno, a ona pomachała mi na pożegnanie. Ruszyłem w stronę domu Mikołaja.




Marcin


-Marcin, gdzie my jesteśmy?- zapytała.
-Jeszcze chwileczkę, o teraz- zatrzymałem auto.
-Wow, tu jest przepięknie- powiedziała i wyszła z auta.

Wiedziałem, że jej się spodoba. Byliśmy na moście, miejsce to było hmmm prawie magiczne. Wyglądało jakby każde marzenie się tutaj spełniało. Z oddali było widać światła miasta i w ogóle super.

-Natalia teraz posłuchaj, chcę ci coś powiedzieć.
-Dobrze słucham...
-Nie wiem kim my dla siebie jesteśmy. Czasami czuję, że jesteśmy sobie bardzo bliscy, ale potem odrzucasz mnie jakbym był ci obcy.
-Marcin, to nie tak. Po prostu to uczucie jest chujowe, to co do ciebie czuje nie podoba mi się...
-A mi za to podoba się wszystko. Podoba mi się twoje ciało, które czyni cię sexy. Podoba mi się twój uśmiech, który czyni cię najśliczniejszą dziewczyną, ale to twoja osobowość twój zadziorny charakter czyni się piękną!- podszedłem do niej.

I BOOM! Zadzwonił telefon. Nie odebrałem tylko pocałowałem ją. Pocałowałem tak jak ją kochałem. Czyli pocałunek był zajebisty, a telefon dzwonił i dzwonił.

-Odbierz może to coś ważnego- powiedziała.
-Nic nie jest ważniejszego od...
-Marcin kurwa odbierz!

Ah te kobiety...

-Halo, no tak z Natalią. Co ty kurwa pierdolisz? Konstancja to nie jest śmieszne! Nie kurwa nie- rozłączyłem się.- Wsiadaj szybko do auta.

Dziewczyna posłuchała mnie. Po chwili jechaliśmy 150 km/h wracając do miasta.

-Marcin, co się dzieje? Dlaczego tak szybko jedziemy? Zwolnij bo będzie wypadek? Marcin porozmawiaj ze mną, co się stało?
-Mikołaj miał wypadek.
-Ale jak to!? Żyje?
-Tak, jedziemy do szpitala....



___________________________________________________________

Wow, ten rozdział pisało mi się okropnie. Przepraszam za błędy, które są bo nawet nie mam zamiaru i siły tego sprawdzać. Miałam mały kryzys, dotyczył on braku weny. Doszło do tego, że nawet usunęłam bloga. Potem przywróciłam i oto jest nowy rozdział. Nie wiem czy się spodoba wam ta moja wizja, no ale cóż starałam się. Liczą się dobre chęci. Jeżeli czytasz to proszę zostaw po sb ślad, bo to bardzo pomaga, pozdrawiam

Natalia













wtorek, 26 sierpnia 2014

#23 "Prawda"

Ewelina

Byłeś dla mnie tlenem, to się teraz kurwa nauczę żyć azotem. Patrzyłam na Adama, który chodził sobie po szkole jakby nigdy nic. Jak byśmy nigdy nie byli razem. Imbecyl- tyle jestem w stanie o nim powiedzieć.

-O tu jesteś!- złapała mnie Karolina.- Chodź, mamy teraz spotkanie w sprawie tej piosenki.
-Eee o co ci chodzi?- zapytałam zaskoczona.
-A ty dalej o Adamie rozmyślasz? Myślałam, że odpuściłaś już sobie, chciałby to by przyszedł i pogadał. Przepraszam kochana, ale taka jest prawda.
-Wiem, jestem kretynką, ale nie mogę żałować tego, że byliśmy razem...
-Czemu?- zapytała.
-Nie można żałować, że było się szczęśliwą- powiedziałam stanowczo.

Weszłyśmy do sali, gdzie czekały dziewczyny. Oczywiście brakowało Aśki. Taaa pewnie jak zwykle chce mięć wielkie wejście. Ale debilka.

-Boże, pewnie wpadnie i dalej będzie się kłóciła o tą swoją piosenkę. Wariatka jedna- mruknęła Natalia.
-Nie ona nie jest wariatką, ona jest suką- poprawiła ją Angelika.
-Hahahahahaa o Boże hahahahah z tym to się akurat zgodzę w stu procentach- potwierdziła Konstancja.- Andzia piona!
-Jestem!- bum Aśka odwaliła drzwi i weszła.- To jak zdecydowałyście już, że moja piosenka jest lepsza?
-Nie! Śpiewamy piosenkę Eweliny!!!
-Moją!!!
-Eweliny!!!

I tak z jakieś dobre 5minut Konstancja kłóciła się z Aśką.

-Dobra, koniec tego. Załatwimy to inaczej- zaczęła Natalia.
-Jak?- krzyknęłyśmy wszystkie chórem.
-Papier, kamień, nożyce.
-Okej, to na 3- powiedziała Aśka.
-Ok i gramy do 3!

1,2,3 wygrała Natalia.

-Oł jee, oł jee!
-Nie zgadzam się! Oszukiwałaś!
-Przestań już zazdrośnico, śpiewamy piosenkę Eweliny i koniec.



*   *   *

-Dobra to robimy tak z nas umie śpiewać Ewelina i Karolina- zaczęła Konstancja.
-A Aśka?- zdziwiłam się.
-Jej nawet pod uwagę nie bierzemy, ona przegrała!
-Hahahahah dobre- dodała Angelika.
-Więc tak uzgodnijcie między sobą- wskazała palcem na mnie i Karolinę.- Która co śpiewa i jedziemy.



*   *   *

-Brawo dziewczyny, byłyście naprawdę świetne!- pogratulował nam nauczyciel.

I zadzwonił dzwonek. Wszyscy się zmyli. Bo to ostatnia lekcja. Nic dziwnego. Jako ostatnia wyszłam z klasy. Ruszyłam przez prawie pusty korytarz. Po chwili usłyszałam czyjąś rozmowę.

-Adam, proszę przemyśl to! Masz ogromny talent, nie zmarnuj go.

Momentalnie zatrzymałam się i słuchałam dalej.

-Ile razy mam powtarzać, że biologia mnie nie interesuje!?- odpowiedział chłopak, który był mi bliski.
-Twoje wyniki mówią co innego! Jesteś najlepszy w klasie, przemyśl moją propozycję.

Oho to chyba oznaczało koniec rozmowy...Czas na mnie. Szybko żeby mnie nie widział, szybko żeby mnie nie widział.

-Ewelina zaczekaj!- krzyknął.

Fuck.

-Emm cześć- tuż za mną rozległ się głos Adama.

O Boże.

-Mogę z tobą porozmawiać?- spytał.
-Po co?- moja odpowiedź była ostra jak nóż.
-Nienawidzisz mnie, prawda?- mruknął.
-Co? Jak możesz nawet tak mówić?! Po prostu, w końcu masz ochotę porozmawiać, a wcześniej nie miałeś- zapytałam.

Walczyłam ze sprzecznymi odruchami. Spojrzałam na Adama z irytacją, ponieważ w dalszym ciągu nie usłyszałam odpowiedzi.

-Chciałbym ci to wszystko wyjaśnić, ale nie dziś, bo nie wiem jak obrać to w słowa. Może jutro, znajdziesz trochę czasu?

Dla ciebie zawsze.

-Ta jasne, chyba mam trochę czasu- odparłam niby obojętnie.
-To chodź odwiozę cię do domu.


Konstancja

Wracaliśmy właśnie z zawodów i jakimś dziwnym kurwa trafem wolne miejsce znajdowało się obok Kacpra. Jej...Wygraliśmy (jak zwykle), a ja byłam tak zmęczona, że nawet nie miałam siły kłócić się z tym idiotą i po prostu usiadłam na siedzeniu obok niego.

-Spokojnie dziewczyno.

Niech cię szlag, Kacper. Najlepiej by było gdyby w ogóle się nie odzywał...

-Przestań się mną bawić, bo i tak ci się nie uda.
-Jasne-mruknął.- I za to cię lubię.

Zacisnęłam zęby, walcząc z chęcią zabicia go na miejscu.

-Czego chcesz?
-Ciebie.
-Jestem odporna na twoje wdzięki, poza tym mam chłopaka i jest mi z nim dobrze.
-Oł więc mam wdzięki, hmm? Mów dalej.
-Skończ tą szopkę Kacper!
-Oj przestań Kostka- roześmiał się.- Myślałem, że jesteśmy przyjaciółmi.
-Właśnie przyjaciółmi- pozwoliłam by to słowo zawisło między nami.

Wsadziłam słuchawki w uszy. Z jednej strony, miałam ochotę go pobić, a z drugiej, czułam ulgę, że jest blisko. Pojebane to wszystko...Byłam tak zmęczona, że nie chciało mi się szukać poduszki, po prostu oparłam głowę na barku Kacpra. Nie wiem czy mu się to podobało czy nie. Obstawiam, że raczej to pierwsze ponieważ przyciągnął mnie do siebie i objął ręką. Choć raz do czegoś się przydał.



*   *   *

Obudziłam się dopiero gdy dojechaliśmy do domu. Oczywiście udawałam, że sytuacja z Kacprem nie miała miejsca. Cwana ja.

-Ej Kostka, czekaj!- krzyknął za mną, kiedy wyszłam z autobusu.
-Czego?!
-Pomyślałem, że moglibyśmy się razem zabawić...
-Zabawić? Razem?- przygryzłam wargę, żeby się nie roześmiać.
-Nie zaszkodzi nam- odparł cicho.

I wtedy wybuchłam śmiechem. No po prostu nie mogłam się powstrzymać. Masakra.

-Więc co myślisz o wspólnym spędzaniu czasu?- zapytał.
-Myślę, że przed chwilą udzieliłam odpowiedzi na twoje pytanie.
-Niezły cios, me serce krwawi o tu- wskazał.
-Co masz na myśli przez to spędzanie czasu?- zapytałam ciekawa.
-Wszyscy jesteśmy zaproszeni w piątek na imprezę do Edenu.
-Eeee wszyscy?
-Możesz wziąć znajomych- puścił mi oczko..- Dobra to ja zawijam, bo mama po mnie przyjechała.
-No papa.

Szukałam wzrokiem Michała, który miał po mnie przyjechać. Lewo, prawo nic. Hmmm, wyciągnęłam telefon i wybrałam numer do niego.

-Gdzie jesteś?- zapytałam, kiedy odebrał.
-Daj mi sekundę- powiedział i rozłączył się.

No to nieźle, mam nadzieję, że mnie nie wystawił. 1 sekunda minęła i właśnie wtedy jego czarne bmw stało centralnie przede mną.

-Ale jak ty?- zapytałam zdziwiona.
-Wsiadaj, bo mokniesz mi- powiedział i zabrał torbę ode mnie.
-Dziękuję.
-Nie ma za co, jak tam było?- zapytał.
-A no jak zwykle wygraliśmy- uśmiechnęłam się pod nosem



Natalia

Minął tydzień od ostatniego incydentu z Marcinem. On nic nie robił, a mnie to irytowało. Nie wiem czemu, ale w głębi, tak bardzo, bardzo głęboko liczyłam, że nadal będzie się starał a tu dupa.

-O Jezu schowaj mnie, zabierz mnie stąd- podbiegła do mnie Konstancja.
-Ale o co ci chodzi?- zapytałam.
-Potem ci powiem, ale zabierz mnie stąd!!!
-Dobra, nie musisz się tak drzeć...
-A sory, to chodźmy na wagary.

5minut później byłyśmy w drodze do Mc Donalda. Obiad w maku why not. Zamówiłyśmy, oczywiście ona stawiała, bo jest bogata, hahaha.

-No to o co chodzi mała?- zapytała.
-Mała to jest twoja...- nie dokończyła, bo popatrzyłam się na nią groźnie.
-Też tak sądzę, że nie chcesz kończyć, opowiadaj!
-Lepiej ci to pokażę...

Wyciągnęła telefon, na którym wyświetliła zdj. Na głównym planie widac było ją hahahahahahah lażącą na Kacprze, o chuj hahahahahah.

-Ale słodko.
-Chyba się porzygam- westchnęła,
-I przez to zdj siedzimy tutaj?- zdziwiłam się.
-Nieeee wcale cała szkoła nie ma tego zdjęcia, wcale Michał mnie nie zabije i nie Natalia wcale źle się z tym nie czuje.
-Ale ty tylko na nim sobie przysnęłaś, lol?!
-No wiem, ale...
-Ale co?!
-Nie nic, nieważne.
-Konstancjo Królewicz mów w tej chwili o co chodzi.
-Bo on zaprosił mnie na imprezę, która jest dzisiaj. Zaraz dzisiaj jest piątek taa?
-Piątek, piątunio- potwierdziłam.
-No i mogę zabrać was ze sobą...
-Jak to zabrać? Ty rozważasz jego propozycję? No nieźle,

Nie otrzymałam odpowiedzi na to pytanie. Po jakiś 2h zmyłyśmy się do domu.

-Halo, jest tu kto?- zawołałam wchodząc do domu.
-Natalia, twój głupi kolega znowu przyszedł- mruknęła niezadowolona Ania.

Kolega? Mój? Zaraz głupi? Marcin to na pewno on! Poszłam do kuchni, gdzie wygodnie sb zasiadał i rozmawiał z moją mamą. Powtarzam moją mamą, lol.

-Eeeee?- zdziwiłam się.
-O Natalia wreszcie wróciłaś, czemu nie przedstawiłaś nam wcześniej swojego chłopaka?- zapytała mama.

Spojrzałam na Marcina, który puścił mi oko i pomachał ręką. Nienawidzę go. CHCIAŁBYŚ- powiedziałam bezgłośnie.

-Słyszałam, że wybieracie się razem na wspólny wieczór, więc nie będę wam przeszkadzać.
-Woeczór, co?! Mamo? Marcin o co chodzi?
-Zapomniałaś już, że mamy dzisiaj randkę, idziemy na kolację- uśmiechnął się.
-Radzę ci się lepiej ubrać- pocinęła mnie mama.
-Czekam skarbie- pomachał mi Marcin.

Jak burza wpadłam do pokoju, wyrąbałam wszystko z szafy. Wybrałam prosty strój żeby sprawiać wrażenie obojętnej na to wszystko, hehe. Po chwili byłam już na górze, a po dłuższej chwili siedzieliśmy w ekskluzywnej restauracji. Jednym słowem, wow. Ma chłopak gust.

-Dlaczego tak na mnie patrzysz?- zapytałam.
-Bo jesteś piękna. Lubię patrzeć na pięknych ludzi.
-Hęęę?
-A jakiś czas temu postanowiłem nie odmawiać sobie życiowych przyjemności.

Zapadła cisza, ale nie podobała mi się więc podjęłam próbę ponownej rozmowy.

-Zupełnie omotałeś moją mamę.
-Tak a twój tato jest fanem tej samej drużyny piłkarskiej. Myślisz, że mnie polubili?
-No pewnie. A z resztą kodo to obchodzi, to tylko rodzice.
-To twoi rodzice! Poza tym lubię być lubiany...Zwłaszcza jeśli to rodzice mojej dziewczyny.
-Przepraszam!? Jakiej dziewczyny!?
-No ta ja cię kocham, ty mnie więc na co czekać?
-No nie wiem...może najpierw byś zapytał mnie co o tym sądzę, hmmm?

Byłam zła, bardzo zła. Co ten kolo sobie wyobraża!?

-Ty podobasz się mi, ja tobie, więc...
-Przepraszam bardzo, ale ja nigdy nie powiedziałam, że mi się podobasz. Halo!?
-Skarbie, ja nawet nie musiałem pytać, widać to po tobie.



Ewelina

Zadzwonił mój telefon.

-Jesteś w domu?- zapytał Adam.
-Hm, nie- odpowiedziałam.
-Znam odpowiedź, bo jestem pod twoim domem.
-Ale my i tak już chyba będziemy wracać.
-Super. Do zobaczenia za chwilę.

Kiedy wjechaliśmy na podjazd Adam siedział na frontowych schodach. Trzymał w rękach bukiet czerwonych róż, które dopiero co zaczęły rozkwitać. Wstał ze schodów, podał mi bukiet i zapytał:

-Masz ochotę się przejść?
-Jasne, niedługo wrócę- powiedziałam do dziadków.
-Byle nie późno, i Adamie liczę na to, że jesteś przyzwoitym młodzieńcem i odprowadzisz mi wnusię do domu- pogroziła mi babcia.
-Oj Zosiu chodź do domu, daj młodym się wyszaleć- zaśmiał się dziadek

Chyba czułam się trochę lepiej ze świadomością, że za chwilę dowiem się wszystkiego. Czy to będzie ulga? Nie wiem, ale się dowiem! Szliśmy, a ja dopiero wtedy zorientowałam się, że niosę ze sobą ten bukiet. Idiotka skarciłam się w myślach, mogłam dać je dziadkom.

-Jakieś 2lata temu, zanim przyjechałaś do dziadków miałem przyjaciela.
-Miałeś?- zdziwiłam się.
-Tak, bo on już...Z resztą zacznijmy od początku. A więc przyjaźniliśmy się od małego. Mówią, że pasje łączą ludzi i tak było z nami. Liczyły się tylko motory, motory i motory. W prezencie na urodziny dostaliśmy te upragnione maszyny, więc postanowiliśmy je wypróbować.
-Iiii?
-Ten wieczór zapamiętam do końca życia, ponieważ był najgorszym jaki kiedykolwiek przeżyłem.
-Wypadek?- zapytałam, ale znałam odpowiedź.
-Tak, dlatego rozumiem co ty czułaś kiedy straciłaś rodziców. No więc, zanim przyjechała karetka on już nie żył, a ja stałem i się patrzyłem. Nie potrafiłem, nie mogłem nic zrobić!

Zerknęłam na niego i zobaczyłam spływającą łzę. Adam nigdy przy mnie nie płakał, nigdy! To była porażka, widziałam łzy własnego chłopaka, znaczy byłego, ach to takie skomplikowane, fuck. Jebać dumę, pomyślałam i przytuliłam go. Staliśmy tak wtuleni w siebie. Mi to nie przeszkadzało.

-Adaś, a co z bio-chem'em?- zapytałam, ciekawa czy rozważa propozycję od nauczycielki.
-Nie ma takiej opcji, nawet o tym nie myślę- powiedział stanowczo.
-Ale dlaczego? Twoi rodzice są lekarzami, a ty masz do tego talent!
-Ewelina nie rozumiesz?! Jak mogę być lekarzem i ratować innych ludzi skoro nie potrafiłem uratować swojego przyjaciela!
-Byłeś wtedy młody, nie wiedziałeś co robić. Proszę przemyśl tą propozycję. To wielka szansa dla ciebie. Byłbyś wspaniałym lekarzem.
-Pomyślę...
-Znajdziesz odpowiedź...Wierzę w ciebie!






Nigdy tak ciężko nie pisało mi się rozdziału. Naprawdę to była masakra...Jest rozdział, niesprawdzony, więc przepraszam za błędy. Przepraszam też, że nie komentowałam waszych nowych rozdziałów. Nie miałam czasu, ale staram się to nadrobić. Dlatego tych którzy to przeczytali, proszę o zostawienie po sobie śladu i napisaniu jeżeli chcecie o komentarz ode mnie pod waszymi postami napiszcie to, bo na serio już nie mam pojęcia, tyle tego do nadrobienia.

Natalia ;)