czwartek, 19 lutego 2015

#29 "You are loved"

CZYTAMY NOTKĘ NA KOŃCU!!!


Konstancja

Chodzenie do szkoły było bezsensowne. Zaraz koniec roku szkolnego, więc prawie nic się nie dzieje.

-Konstancja możemy porozmawiać?- krzyknął wściekle Michał.

No tak. To olewanie go przez kilka dni było mądrym posunięciem. Zaczęłam rozglądać się dookoła szukając wyjścia z tej sytuacji. Czemu nikogo nie ma wtedy kiedy jest potrzebny?!

-Chcę tylko porozmawiać- westchnął.
-Nie Michał. Nie mogę na ciebie patrzeć!- wrzasnęłam.- Jesteś taki jak cię opisują! Pusty chłopak, nie przejmujący się uczuciami innych!
-Wcale tak nie jest- pokręcił głową.
-Owszem jest! Zakochałam się w tobie! A teraz cię nienawidzę. Nie chcę cię widzieć ani słyszeć!

To uderzyło w Michała. Był zszokowany. Ruszyłam w stronę klasy.

-Konstancja! Zaczekaj!- krzyknął za mną, ale już mnie to nie interesowało.


*   *   *

Wróciłam do domu. Ostatnio chodziłam zła jak osa. 

-Obiad?- zapytała mama z kuchni.
-Tak poproszę- westchnęłam i opadłam na krzesło przy stole.
-Co ci? Jakieś kłopoty z chłopakiem?
-Ja nie mam chłopaka mamo.
-Jak to? A tamten chłopiec, który kiedyś przez przypadek został na noc?
-Było minęło- wzruszyłam ramionami.- Dzwoniła ciocia z NY?
-Tak, zaproszenie na wakacje masz nadal aktualne- mama podała mi zupę krem z cukinii, mniam.
-Mami a mogłabym polecieć tam wcześniej?- zapytałam.
-Co ma znaczyć to wcześniej? Kiedy to niby ma być? 
-Teraz?
-Dlaczego? A co ze szkołą? Nie Konstancja, nie ma mowy!
-Oceny mam dobre. Poza tym i tak już nie mam co do roboty. Odpoczęłabym sobie od tego wszystkiego...

Mama popatrzyła na mnie z podniesionymi brwiami. Przez jej twarz przelatywało tysiące emocji. 

-Jeżeli tata się zgodzi to możesz jechać- odpowiedziała w końcu.


*   *   *

Stałam w bramce sprawdzania paszportów. Z wszystkimi się już pożegnałam. Pora na nowy start. 

-Konstancja!- krzyknął ktoś, a ja poznałam ten głos.- Konstancja!

Teraz to już wszyscy ludzie patrzyli się na nas. W moim kierunku zmierzał Michał. Nie wiem jak on to zrobił, ale dwóch strażników przepuściło go przez bramkę. Bez żadnego problemu. 

-Konstancja!

No teraz to już musiałam się zatrzymać. Popatrzyłam w jego stronę. Podszedł do mnie ze swoim łobuzerskim uśmiechem jaki miał w zwyczaju. 

-Kostka- przytulił mnie, a ja uświadomiłam sobie jak bardzo mi go brakowało. 

Nie chciałam płakać, ale łzy same cisnęły mi się do oczu. 

-Ryczysz jakby to było nasze pożegnanie- mruknął niezadowolony.
-Skąd wiesz, że wrócę?- zapytałam.
-Wiem to. Ty nie potrafisz usiedzieć w jednym miejscu.
-Co takiego?- nie miałam pojęcia o czym mówi.

"Samolot do USA-NY" rozległo się w głośnikach. Było to przypomnienie, że musimy się rozstać. Czas nas naglił. Bardzo chciałabym tu zostać, ale... 

-Michał muszę już iść- powiedziałam i odsunęłam się.
-A jednak?- zdziwił się lekko.
-A co myślałeś, że jak wpadniesz na lotnisko i zrobisz scenę jak z taniego romansidła to ci wybaczę i zostanę?- zaśmiałam się ironicznie.- Żegnaj.

Nim zdążył w jakikolwiek sposób zareagować ja szłam już w stronę samolotu. Wszystko kiedyś się kończy. Po prostu stało się. Zostawiam całe moje przeszłe życie w Polsce. NY witaj! Zajęłam miejsce w samolocie i już po chwili wystartowaliśmy i leciałam w stronę lepszego życia. Będę tęsknic. Zostawiłam tu wszystko co kochałam. Jeszcze kiedyś tu wrócę. Uśmiechnęłam się i popatrzyłam w okienko. Wszystko było takie malutkie.




Natalia

Zasypiałam już, gdy nagle w dużym pokoju dzwoni mój telefon. Uporczywie. Wstaję z łóżka i idę do drzwi, do pokoju, do telefonu.

-Tak?- mówię.
-Natalia?

Głos w słuchawce należy do Konstancji.

-Doleciałam!- niemal słyszę jej uśmiech w słuchawce.

Gdzie? Po chwili strzelam sobie w czoło. No tak USA.

-I jak tam jest?- pytam ciekawa.
-Dobrze, jestem u siebie w pokoju. Ciocia mi urządziła! Ful wypas stara! Mówię ci!
-Nieważne. Poznałaś kogoś?
-Nie jeszcze nie, ale zamierzam to zmienić. Myślę, że trochę tu zostanę...
-Co ma znaczyć trochę?!
-No wiesz...Może rok, albo dłużej....Ciocia już mi pozwoliła. Chcę odpocząć od tego wszystkiego.

Nie odpowiadam. Nie słucham jej, odkładam słuchawkę. Gdybym nie odebrała telefonu, Konstancja nie zepsułaby mi humoru. Wiem, że powinnam się cieszyć razem z nią, ale jej telefon mnie zdenerwował. Na rok albo dłużej? Eh.
Biorę długi gorący prysznic i ubieram się. Szum wody dobrze mi zrobił. Spłukał ze mnie te złe myśli. Kierunek dom Marcina. W drodze rozglądam się czujnie, czy nikt mnie nie śledzi. Nie przepadam za wieczornymi spacerami a zwłaszcza gdy odbywam je samodzielnie. Szybko trafiam do domu Marcina, ale drzwi domu otwiera mi ktoś inny. Jest to starszy mężczyzna około 40 lat.

-Dobry wieczór czy jest Marcin?- pytam grzecznie.
-Dobry wieczór. Marcin- krzyczy głośno- Na pewno zaraz przyjdzie- mówi z uśmiechem i wpuszcza mnie do środka.

Nie wiem jaki jest jego ojciec więc siedzę cicho.

-Jesteś jego koleżanką?- pyta.
-To moja dziewczyna. Natalia poznaj mojego tatę Mariusza- odpowiada Marcin, który właśnie podszedł.
-Dlaczego nie powiedziałeś mi, że masz dziewczynę?
-Bo nie było okazji- odpowiada Marcin.- Chodź- kiwa na mnie głową.
-Miło było pana poznać- uśmiecham się i idę za Marcinem.

Wchodzimy do pokoju, a Marcin już po chwili obejmuje mnie w talii. Dobrze jest czuć jego bliskość. Marcin patrzy na mnie, kiwa głową i pyta:

-Chcesz pogadać?
-Yhym- mruczę patrząc na Marcina.

Kładziemy się na jego łóżku. Patrzę intensywnie w sufit jakby co najmniej coś mnie w nim interesowało.

-Opowiadaj. O co chodzi?
-Wiesz...Dzwoniła do mnie Konstancja i poinformowała, że zamierza tam zostać na dłużej.
-Tęsknisz za nią?
-Tak, ale nie o to chodzi.
-A o co?

Nie odpowiadam, więc powtarza pytanie. Cichutko. Głaszcze mnie po policzku.

-Natalia, o co?
-Najpierw zostawiła mnie Angelika, a teraz Konstancja! Będzie mi jej brakować, już jej nie będzie....

Czuję jak łzy wzbierają we mnie, a ja nic nie mogę na to poradzić. Marcin przyciąga mnie do siebie. Ukrywam twarz w jego ramieniu. Wdycham jego zapach.

-Nie martw się- odpowiada szeptem.- Angelika wróciła, to Konstancja też kiedyś będzie musiała.
-Ale mi pocieszenie! Dzięki Marcin!
-No co? Masz jeszcze inne przyjaciółki, a główną atrakcją jestem ja! Wiesz jeszcze trochę czasu, a będę musiał ci kupić pierścionek, bo Ania mnie zabije...

Nie odpowiadam. Przyciąga mnie do siebie i głaszcze po włosach. Westchnęłam z udręką. Powinnam wracać do domu. Nie mówiłam mamie, że zamierzam nocować poza domem.

-Muszę iść- podniosłam się.
-Natalia....- Marcin użył swojego specjalnego tonu.
-Marcin...

Przyciągnął mnie do siebie i złączył usta w pocałunku.

-Stęskniłem się za twoimi ustami.
-Eeeee- zaczerwieniłam się.
-Jestem zmęczony idziemy spać?

Skinęłam nieśmiało głową, a na jego twarzy pojawił się łobuzerski uśmiech.

-Brudne myśli przy sobie pacanie!
-Idę na dół po picie, a ty poszukaj sobie piżamy. Chyba że wolisz spać nago- zaśmiał się i wyszedł.

Zajrzałam do pierwszej szuflady. Znalazłam w niej bieliznę. Zamknęłam ją szybko, ponieważ nie specjalnie interesowała mnie jej zawartość. Zajrzałam do kolejnej i wyciągnęłam z niej obszerny podkoszulek. Szybko się przebrałam, napisałam sms rodzicom, że śpię u Angeliki i czekałam na Marcina.

-Ładnie wyglądasz- powiedział wchodząc i podał mi szklankę z sokiem.
-Ja chcę po prawej stronie, bo inaczej nie zasnę!
-A co dostanę w zamian?- zapytał rozbierając się.

Przygryzłam wzrok, kiedy mój wzrok padł na jego umięśnioną klatkę piersiową. Czułam się zakłopotana tą sytuacją. Marcin wywrócił oczami nie słysząc odpowiedzi i ułożył się po lewej stronie.

-Dziękuję!- posłałam mu uśmiech.
-Kochanie- kąciki jego ust wygięły się ku górze- Wcale nie robię tego bezinteresownie. Sam odbiorę to co mi się należy...
-Marcin- bąknęłam.

Popatrzyłam na niego i nabrałam ochoty żeby go pocałować. Tak zrobiłam.

-Za co to?- zdziwił się.
-To nie mogę cię pocałować?

Nie odpowiedział tylko wtulił się we mnie prawie mnie przygniatając. Był jak okrywający mnie koc.

-Dusisz mnie- zaśmiałam się.
-Trudno.
-Marcin!
-Chciałbym się z tobą kochać- powiedział, a ja momentalnie zesztywniałam.- Pragnę cię i chcę być dla ciebie dobry.
-Boję się- wyszeptałam.
-Nie skrzywdzę cię.
-Ja...Jeszcze nie...
-Nie mówię, że mamy robić to teraz. Mamy czas- trącił mnie nosem.
-Możemy zgasić lampkę?- zapytałam zmieniając temat.

Wyciągnął rękę i nie zmieniając pozycji, zgasił lampkę.

-Dobranoc- mruknął i pocałował mnie w policzek.
-Dobranoc- uśmiechnęłam się.



Karolina

Koniec roku. Koniec tego gówna. Początek wakacji. Przeżyję jeszcze ten durny apel i żegnajcie.
Siedzieliśmy klasami na apelu, oznaczało to że miejsce koło mnie zajmowała Ewelina. Czytając z jej wyrazu twarzy, wiedziałam że myśli o tym co ja.
Przed nami na samym przodzie siedziała Dorota, odwalona jak stróż w Boże Ciało, no ale wszystko w normie...
Złapałam kontakt wzrokowy z Pawłem, który siedział ze swoją klasą. Uśmiechnęłam się i znalazłam Natalię, która zacięcie dyskutowała o czymś z Angeliką. Standard.
Potem Filip prawie śpiący.
Adam po przepisaniu obecnie zajmował miejsce pośród bio-chem'u. Jak on dawał tam radę?
Na koniec znalazłam Marcina, który grał na telefonie w jakąś gierkę. Ten to zawsze z czymś dojebie. Mikołaj uważnie obserwował Angelikę, która nadal zacięcie dyskutowała z Natalią.
A Michał? Przebiegłam wzrokiem całą salę gimnastyczną. Znalazłam jego klasę, a w końcu i jego. Siedział wpatrzony z pustym wzrokiem w okno. Oh co ta Konstancja z nim zrobiła. Ostatnio przypominał ducha. Był nieobecny, a odzywał się tylko jeśli musiał.

-Świadectwo z paskiem w klasie 2c otrzymuje Konstancja Królewicz i Kacper Lodarski!

Głos dyrektora przywołał mnie do pionu. Zauważyłam, że Michał tak samo wrócił na ziemię. Uważnie obserwował scenę, na którą właśnie wchodził Kacper. A co ze świadectwem Konstancji?

-W klasie 2d wzorowi byli Angelika Krawczyk i Natalia Zielińska. Zapraszam!

Zaśmiałam się pod nosem, widząc jak Marcin przerywa grę i głośno klaszcze swojej dziewczynie. Mikołaj podążył w jego ślady, bo z Natalią była Angelika. Ja też klaskałam i Ewelina, Adam, Paweł, a za nami w końcu cała sala.
Apel trwający prawie dwie godziny w końcu się skończył, a ja wyleciałam z sali i czekałam na resztę przed szkołą.

-Kto do kurwy nędzy robi dwu godzinny apel?!- mruknęła Ewelina.
-Masz rację, pojebało typa...
-Spakowane jesteście już?- zapytał Paweł, który wyszedł właśnie ze szkoły.
-Jeszcze nie, ale wieczorem będę!
-To zrobimy tak- powiedział Adam.- Paweł czekaj na mnie i Ewelinę u Karoliny. My przyjedziemy i potem w drogę.

Zapowiadają się super wakacje. Wróciłam do domu. Świadectwo położyłam w salonie. Jak rodzice wrócą to pewnie będą chcieli zobaczyć, jak ich córcia z wszystkiego wyszła na 4. Byłam z siebie dumna!
Otworzyłam szafę, przytargałam walizkę i zaczęłam po kolei wciskać do niej rzeczy. W chorwacji raczej jest ciepło, więc wszystkie krótkie spodenki muszą jechać ze mną! Do tego podkoszulki, topy. Hmmm a gdzie ja mam klapki? Do tego coś cieplejszego do auta, bo w nocy będziemy jechać. Rany! Już nie mogę się doczekać!




Angelika

-Dzisiaj jest impreza u Aśki z okazji zakończenia szkoły- powiedziała Natalia.
-Wiemy i Angelika idzie ze mną- odpowiedział jej Mikołaj.

Co?

-Idę?- spojrzałam na niego zdziwiona.
-Muszę już spadać do chłopaków, będę na ciebie czekać o 19 przed twoim domem- powiedział i poszedł.
-Idziesz z Mikołajem na imprezę do Aśki?- zmarszczyła brwi Natalia.
-Właśnie się o tym dowiedziałam i tak wiem to nie jest dobry pomysł- westchnęłam.
-Nie to dobry pomysł! Niech ta prukwa w końcu się od niego odwali!- zaśmiała się Natalia.- Dobra ja już spadam, spotkamy się na miejscu! Pa.

Eh. No i wakacje. Wakacje bez planów. Odlot...Ruszyłam w kierunku domu. Za zakrętem czekał na mnie Mikołaj. Podeszłam do niego i ruszyliśmy w kierunku naszych domów.

-Więc...idę z tobą na imprezę?- szepnęłam.
-Miałem ci powiedzieć o niej, ale Natalia mnie wyprzedziła.
-Nawet mnie nie spytałeś o zgodę.
-No bo Natalia...
-Nigdzie nie idę.
-Gdybym zapytał, zgodziłabyś się?
-Nie- powiedziałam stanowczo.
-Właśnie- oburzył się.- Dlatego pójdziesz.
-Nie pójdę.
-Mam cię tam zanieść?- zaśmiał się.
-Nie zrobisz tego.
-A chcesz się przekonać?
-Nie.
-No to chodź ze mną. Będę z tobą przez całą imprezę.
-Mikołaj...wiesz, że mnie nie zaliczysz tak jak tamtej dziewczyny kiedy się spotkaliśmy pierwszy raz w Pandemonium?
-Po pierwsze pierwszy raz spotkaliśmy się po urodzeniu. Przypominam, że znamy się od urodzenia. Po drugie nikt nie mówił o zaliczaniu- puścił mi oczko.
-Tak?
-Tak.
-Cóż dzięki, że mnie poinformowałeś...
-No to będę czekał na ciebie o 19, do zobaczenia!



*   *   *

Dlaczego idę z nim na tą imprezę? Serce wali mi jak młotem. Jeszcze raz więc. Dlaczego idę? Wciąż nie mam na to odpowiedzi. Ubrałam buty i wyszłam z domu. Spojrzałam na chłopaka, który lustrował mnie od góry na dół.

-Cholera! Gdzie podziała się grzeczna Angelika?- zaśmiał się.
-Nie idę- warknęłam.
-Przecież już wyszłaś z domu! A ten strój nie może się zmarnować! 
-To był zły pomysł- fuknęłam.
-Chodź- chłopak złapał mnie za rękę.
-Idziemy na piechotę?
-Tak. Ona mieszka niedaleko. Poza tym chce się czegoś napić...
-Rodzice pozwolili ci iśc na imprezę?- zapytałam.

Chłopak wybuchł takim śmiechem jakby co najmniej na serio pytał ich o zgodę.

-Nie martw się, powiedziałem, że będę z tobą i mnie przypilnujesz.
-A więc dlatego zabierasz mnie ze sobą! Wydało się!
-Oj, a twoi?
-Moich nie ma- wzruszyłam ramionami.

Po chwili byliśmy już na miejscu. Faktycznie mieszkała niedaleko! Chłopak otworzył mi drzwi. Gentleman. ruszyliśmy do środka domu w którym dudniała muzyka. 

-Daj rękę, bo się zgubisz- krzyknął.

Zmarszczyłam brwi, ale złapałam go za ramię i zaczęliśmy przeciskać się przez tłum. Po chwili staliśmy w kuchni.

-Napij się- powiedział podając mi kubek.
-Nie chcę- pokręciłam głową.
-Masz- podsunął mi kubek pod nos.
-Jedno- zagryzłam wargę,
-Okej- uśmiechnął się.

Wzięłam kubek i wypiłam łyk piwa. Potem ruszyliśmy szukać Marcina i Natalii. Pomijam już to, że ktoś uszczypnął mnie w tyłek, a ja w tym tłumie nie byłam w stanie zgadnąć kto to zrobił. Nagle Mikołaj się zatrzymał, a ja wpadłam w niego z gracją hipopotama. Podtrzymał mnie i z powrotem stanęłam prosto. Spojrzałam przed siebie, żeby zobaczyć kto nas zatrzymał.

-Aśka- powiedziałam.
-Angelika co ty tu robisz?- zapytała.
-Przyszła ze mną- Mikołaj przyciągnął mnie do siebie.- A co?
-Nie była zaproszona.
-Ale ja byłem, a poza tym sprosiłaś tu prawie całą szkołę, więc nic się nie stanie- odparł Mikołaj.
-A właśnie, że się stanie! Nie chcę jej tu!
-Cóż w takim wypadku...- odezwałam się, ale ktoś mi przerwał.
-W takim wypadku wychodzimy- zaśmiał się Mikołaj.
-Ona tak, ty nie- psiknęła Aśka.
-Ona tak, ja za nią, bo może nie widzisz, ale jesteśmy zakochani. Tak się kochamy, że o matko jak ona wyjdzie to mi serce pęknie. Kumasz to?- zapytał ją ze śmiechem.

A może jesteś tępym chujem? Co za idiota.

-Nie kumam! Od kiedy? Wy? Razem?- pytała.
-Od urodzenia- odpowiedziałam- Dotarło do ciebie? Czy mamy ci to przeliterować?

Nie podobało mi się to, ale co tam. Raz się żyje nie? YOLO.

-No nie dotarło! To ja jestem w tobie zakochana Mikołaj! Co ty w niej widzisz!? Ona jest do dupy!
-Oh spierdalaj już- mruknęłam.- Nie mamy na ciebie czasu kochana.
-Nie mów do mnie kochana!- krzyknęła.- Poza tym nie z tobą rozmawiam! Mikołaj!
-Wiesz co Aśka my nigdy nie byliśmy razem. Nigdy też się nie kochaliśmy. Więc o co ci chodzi? Angelika jest dla mnie ważna od bardzo dawna, więc daj nam już spokój. Proszę.
-Chuj z tym! Czemu niby ona jest ode mnie lepsza?!
-Bo ją kocham, a teraz już wystarczy! Daj nam przejść!

Przeszliśmy obok. Oczywiście usłyszałam tą ogromną ilość wyzwisk, które Aśka kierowała na moją osobą. Szczerze mówiąc to trochę mi jej żal...No, ale mówi się trudno. Pomachałam jej jeszcze i ruszyłam na Mikołajem.

-O tu jesteście! Co tak długo?- dopadła mnie Natalia.
-Mała sprzeczka z Aśką- odpowiedziałam.
-Ona jest beznadzieją idiotką. Nie słuchaj jej- zaśmiała się.
-A gdzie dziewczyny?- zapytałam.
-W Chorwacji, pewnie właśnie wyjeżdżają...
-Serio? Czemu ja nic o tym nie wiem?
-To nie wszystko. Konstancja zostaje na dłużej w USA....
-Co ma znaczyć dłużej?- zmarszczyłam brwi.
-Kilka lat. Rozumiesz? Prawie się popłakałam przez nią!
-Miejmy nadzieję, że kiedyś wszyscy będziemy mogli normalnie o tym pogadać.

Dziewczyna wzruszyła ramionami i poszłyśmy tańczyć.




*   *   *

Wracaliśmy do domu. Byliśmy w dobrym stanie. Po chwili Mikołaj mnie pocałował. Otworzyłam zszokowana oczy, ale po chwili zamknęłam je i odwzajemniłam pocałunek. Stanęłam na palcach i złapałam w dłonie policzki Mikołaja, pogłębiając pocałunek. Nie obchodziło mnie, że na polu jest zimno. Ręce chłopaka objęły mnie w pasie i mocno przytuliły do siebie. Czułam się tak świetnie, a nie powinnam się tak czuć, przecież mnie skrzywdził! Zabrakło nam tlenu, więc oderwaliśmy się od siebie.

-Mikołaj! Przeziębicie się!- krzyknęła mama Mikołaja, na co szybko odskoczyliśmy od siebie i spojrzeliśmy na drzwi.- Wejdźcie do środka!
-Wejdziesz?- spytał.
-Nie uważam tego za dobry pomysł- odpowiedziałam, patrząc w ziemię.
-Angelika daj mi szansę- złapał mnie za brodę i podniósł ją tak, żebym patrzyła mu w oczy.- Zacznijmy od początku.
-Czyli od kiedy?
-Ty zerwałaś z Filipem, ja jestem już cały i zdrowy. Jesteśmy w sobie zakochani...
-Nadal nie rozumiem jak mogłeś mi to zrobić!
-Do cholery!- krzyknął- Nie możemy o tym zapomnieć?!
-Zraniłeś mnie! Więc...
-Będziesz mi to wypominać do końca życia?!
-A może i jeszcze dłużej- mruknęłam.
-Sama się ranisz, trzymając mnie na dystans- powiedział.
-A mi się właśnie zdaje, że w ten sposób mniej cierpię!- odkrzyknęłam.

-To po co oddałaś mi pocałunek?!

I to było pytanie za sto punktów. Czemu? A najgorsze! Dlaczego podobał mi się ten pocałunek?! Chciałam mieć go w dupie! Nie myśleć o nim. Ale to cholerne uczucie, które do niego darzę, kurwa. Faktycznie ma rację z tym dystansem. Czasami mnie to nawet boli...Jestem zmęczona już byciem smutną i samotną. Podeszłam do niego i go przytuliłam. Chłopak stał przez chwilę spięty, po czym przycisnął mnie do siebie.

-Tylko ty się dla mnie liczysz- szepnął mi do ucha.- Więc wejdziesz.

Kiwnęłam głową i ruszyłam za nim w stronę drzwi, w których jeszcze przed chwilą stała jego mama.
Weszłam i ściągnęła buty.

-Dobry wieczór- powiedziałam.
-Cześć Angelika. Słyszałam, że rodzice są w delegacji, więc jeśli chcesz to możesz spać u nas- odparła jego mama, która robiła nam herbatę.

Spojrzałam na Mikołaja, który szczerzył się od ucha do uch. Chyba było to spowodowane propozycją, którą dostałam od jego mamy. Normalnie masakra z tym gościem....Jego uśmiech po prostu mówił "masz może coś przeciwko żebym spędził tę noc razem z tobą".

-Nie martw się, mamy pokój gościny- uśmiechnęła się do mnie, a potem popatrzyła na Mikołaja.- Chyba nie myślałeś, że będzie spała u ciebie w pokoju....
-A może tak myślałem?! I co teraz mamo?
-Nic,  jeszcze będziecie mieli czas na amory. Bo w przyszłym tygodniu jedziemy w góry!
-Do babci?- zapytał Mikołaj.
-Do babci, a ty Angela i twoi rodzice z nami.




Ewelina

Patrzyłam jak Karolina wyciska krem z filtrem na dłoń i nakłada go na ramiona Pawła. Ten jak i każdy poranek na Chorwacji był słoneczny, więc leżeliśmy na plaży. Śmieszyło mnie jak Karolina kręciła się za Pawłem z butelką kremu, szukając śladów zaróżowienia.

-Gotowe- Karolina z trzaskiem zamknęła butelkę.- Jesteś chroniony przez następną godzinę.
-Karolina. Nie przesadzaj- powiedział z uśmiechem do niej.

Plaża była prawie pusta. Po lewej siedziała rodzina z dziećmi. Wszyscy próbowali ukryć się w cieniu parawanu. Kawałek dalej była grupa nastolatków obrzucająca się wodorostami. Adam podał mi puszkę koli z koszyka. Jak na chłopaka całkiem nieźle spakował ten koszyk. Trochę niezdrowych i trochę zdrowych rzeczy + chłodne napoje. Pociągnęłam łyk i oparłam się na łokciach.

-O czym myślisz?- zapytał.
-Nie chcesz wiedzieć.
-No dawaj- zachęcał mnie.
-Chyba o życiu...
-O czym konkretnie?
-Co się wydarzyło w tym roku i no wiesz ogólnie- uśmiechnęłam się do niego
-Dobra poddaję się- zaśmiał się.- Chodźmy do nich- skinął głową w kierunku naszych przyjaciół.

Uśmiechnęłam się i wstałam z ręcznika. Dobrze, że mam Adama. I dziadków. I przyjaciół. Szkoda tylko, że Konstancja wyjechała, ale nawet jeśli odeszła, to wspomnienia zostaną.
Zawsze zostają. Są jak narkotyk.



______________________________________________________________

Przepraszam za błędy.
Prosiłam o przeczytanie notatki, ponieważ zostaje nam jeszcze tylko epilog. I
chciałam zapytać was o zdanie:
CZYJĄ PERSPEKTYWĄ CHCIELIBYŚCIE EPILOG? Proszę o odp w komentarzu!
Dziękuję, za wszystkie komentarze! Niektórzy ujawnili się czy też pojawili pod koniec opowiadania. Niektórzy nazywają siebie moimi krytykami, ale cieszę się z tego :) 
Ogólnie jak każdy chyba człowiek, nie lubię krytyki. W tej sprawie jednak przydaje się ona. Jeżeli ktoś ma jakieś zastrzeżenia. Komuś się coś nie podoba >>>>pozostawcie swoje zdanie w komentarzu!
Teraz chciałabym się zwrócić, do mojej krytyczki, która ujawniła się już na kilku moich blogach :) Ruda to do ciebie hahaha! Dzięki za szczerość! Wiedz, że liczę się z twoim zdaniem (jak z każdym zdaniem innego komentatora). 
Kolejna sprawa (Ruda o tym wspomniała) w blogu są literówki. I ja o tym wiem XD Dlatego pod każdym rozdziałem PRZEPRASZAM ZA BŁĘDY. Są one z tego powodu, że po napisaniu rozdziału, nie wracam do początku tylko od razu publikuję ;)
Proszę o podanie perspektywy, którą chcecie w epilogu! Pozdrawiam.
Ps: Chciałabym pozdrowić serdecznie moją najdroższą Konstancję! To dzięki tobie Konstancja jest chyba najlepszym bohaterem z tego co się orientuję po komentarzach. jfkdanj;lfq;jhfr;ojqgerhjoi kc!






wtorek, 10 lutego 2015

#28 "Lepsze życie"

Marcin

Nareszcie! Otworzyły się drzwi domu. Już ją widziałem, a razem z nią prawie całą rodzinę. Dzisiaj Natalia musiała zając się rodzeństwem.

-Ania, zapnij kurtkę- usłyszałem jej głos.- Nie pozwolę ci pójść dalej, dopóki się nie zapniesz. Popatrz na Rafała.
-Zapięłam się! Możemy już iść!?
-Tak chodźcie- Natalia otworzyła bramkę i wyskoczyła z niej mała dziewczynka, która skupiła na mnie wzrok.
-Tu stoi jakiś pan!- kulturalnie pokazała paluchem w moją stronę.

Natalia zerknęła i uśmiechnęła się do mnie.

-Tak, tak. Widzę. Idziemy.
-Ale on się do mnie uśmiecha!

Natalia spojrzała na mnie znów.

-To jest Marcin- zaśmiała się moja dziewczyna.
-A twój chłopak....

Po chwili rodzeństwo Natalii obsłużyło się samo i siedzieli już w moim samochodzie.

-Cześć- szepnąłem wprost do ucha Natalii.
-Cześć- popatrzyła na mnie- Długo czekasz?
-Troszeczkę....
-Wybacz po prostu mała nie mogła znaleźć łyżew- tłumaczyła blondynka.
-Zgaduję więc, że jedziemy na lodowisko?
-Jedziemy- potwierdziła i wsiadła do samochodu.

Odpaliłem auto. Kierunek lodowisko. Jechałem wolnym tempem i czułem że jak tak dalej pójdzie to będę musiał zainwestować w naklejkę 'wiozę dzieci'. Natalia siedziała cicho. Za to jej rodzeństwo zapewniało rozrywkę. Po chwili parkowałem przed lodowiskiem.

-Rafał to moje!- krzyknęła Ania.
-Wiem...chciałem ci pomóc.

Natalia popatrzyła na mnie przepraszającym wzrokiem, a ja uśmiechnąłem się do niej. Weszliśmy i zaczęliśmy ubierać łyżwy.

-Marcin jak skończysz, pomóż proszę Ani- poprosiła Natalia.
-Okej- zgodziłem się i już po chwili żałowałem swojej decyzji.

Patrzyłem bezradnie na jej figurówki. Masakra, że też nie mogła mieć hokejówek. Byłoby o wiele łatwiej...

-Dawaj te łyżwy mała. Poradzimy sobie z tym-powiedziałem i wziąłem się do pracy.
-Marcin...A ty dasz pierścionek mojej siostrze?- zapytała mała.

Przerwałem pracę i spojrzałem na nią zdziwiony. Zgaduję że właśnie w tej chwili moja twarz wyrażała sporo emocji.

-Ania!- upomniała ją Natalia.
-No co? Jak się kochacie to pewnie będzie wesele, ale najpierw pierścionek!
-Ania, nie masz się co martwic- zaśmiałem się.- Dam twojej siostrze pierścionek, ale nie teraz bo właśnie zasznurowałem ci łyżwy. Idziemy jeździć!
-Berek!- dotknęła mnie mała i już śmigała po lodzie.
-Przepraszam za nią...-zaczęła Natalia.
-Daj spokój. Ania ma rację. Nie ma miłości bez pierścionka. Będę musiał wybrać dla ciebie jakiś extra, bo inaczej Ania mnie pobije. Albo w ogóle wezmę ją ze sobą do jubilera!
-Idiota!
-Hej! Myślałem, że odkąd jesteśmy razem wyzwiska mamy za sobą!
-To źle myślałeś- zaśmiała się.




Konstancja 

Spakowałam torbę i poszłam do szkoły. Spotkałam Michała i widziałam jego sztuczny uśmiech, który zastygł mu na twarzy.

-Gdzie byłaś wczoraj?- zapytał wprost.
-Ciebie też miło widzieć- odpowiadam mu.
-Odpowiedz mi.
-Po co? Skoro i tak już wszystko wiesz?!

Chcę być sama w tym momencie, ale to niemożliwe. Zapowiada się koszmarny dzień. To nie jestem mój słodki Michał. Jest zły. Bardzo. Nawet nie potrafię określić koloru jego oczu. Boję się. Zauważam przechodzącego Kacpra. To nie wróży nic dobrego. Chłopak wydaje się pewny, że nie będę stawiała oporu i ciągnie mnie za rękę. Nie opieram się, nie teraz. Kacper zjawił się przed nami. Nie wiadomo skąd. Przygląda mi się bez słowa.

-Pamiętasz co powiedziałem ostatnio?- pyta mnie Michał.

Kiwam głową na potwierdzenie. Doskonale pamiętam. Biedny Kacper. Michał chwyta go szybko, jak atakujący drapieżnik. Dostaję gęsiej skórki. Sposob w jaki Michał mnie trakrowal byl okropny. Nie jestem szmacianą lalką.

-Masz odwalić się od Konstancji!
-Bo co? Bede chciał się spotykac z Kostka, to bede się spotykał i nie potrzebuje twojej pierdolonej zgody!

Kacper nie usłyszał odpowiedzi, ponieważ zarobił gonga. I zaczęła się bójka. Chłopcy biją się w tak szybkim tempie, że nawet nie wiem kto wygrywa. Po chwili widzę krew. Leje się z brwi Kacpra. Koniec. Już wystarczy tego. Rzucam się w wir bójki. Michał patrzy wymijająco na mnie. Jakby nie mógł znieść mojego widoku. Rzucam się, aby powstrzymać go przed zadaniem Kacprowi kolejnego ciosu. Czuję, że to będzie bolało. Chłopak odpycha mnie i ląduję na plecach, Jak długa. Ała.

-Idioto! To twoja dziewczyna! Patrz co zrobiłeś!- woła Kacper i pomaga mi wstać.

Uśmiecham się do niego. On także. Patrzę na Michała, który cofa się o krok, jakby dopiero teraz zorientował się co zrobił. Nie mogę oderwać od niego wzroku. Jak mógł?

-Idź do pielęgniarki- mówię do Kacpra, który po krótkiej wymianie zdań zgadza się.

Podchodzę do Michała. Stoimy blisko siebie. Chwyta mnie za rękę, ale nie czuję już tego romantycznego trzymania za rączkę. Nie odwzajemniam uścisku. A może powinnam? Mam mętlik w głowie, ale wiem, że z nami już koniec. Nie chcę tego robić, ale Michał już chyba wie, co się szykuje.

-Nawet o tym do cholery nie myśl!- rzuca w moją stronę.

Puszczam jego rękę. To niewłaściwe, żeby od tej chwili mój były chłopak trzymał mnie za rękę. Czuję w nim napięcie.

-Przemyśl to Konstancja...
-Tu nie ma nic do przemyślenia- odpowiadam pewna swoich słów.
-Dobrze, więc idź do niego! Otrzyj mu łzy!
-Pieprz się!- warczę.
-Mówię serio. Idź!
-Jebnij się w łeb!
-To co chcesz żebym powiedział?! Idź do niego, nie będę cię powstrzymywać.

Nie czeka na moją odpowiedź, rusza w kierunku szkoły. Zaczynam mieć tego dość. Co on sobie myśli? Nie będę cię powstrzymywać. To kurwa nie powstrzymuj! Nikt cię nie prosi złamasie jeden!

-Wiedziałam, że jesteś błędem!- krzyczę za nim.- To wszystko było błędem!

Odwracam się. Nie mam już siły na szkołę. Jebać ją! Równie dobrze mogę jutro do niej pójść, Albo pojutrze. Nie spieszy mi się. Deszczowo dzisiaj. Moje buty plaskają w błocie jak zwierzęce łapy. Krople deszczu spadają z nieba. Chcę być sama, ale to niemożliwe. Wszędzie pełno ludzi. Dlatego ruszam w kierunku lasu. Tylko w lesie jest spokój.




Angelika

Chodzenie do szkoły było jak oglądanie seriali. Widziałeś co się dzieje, ale nie byleś członkiem wydarzeń. Mikołaj wrócił do domu. Dzisiaj miał być jego pierwszy dzień w szkole po wypadku. Szkoda że nie będę mogła go z nim przeżyć. On mnie nie pamięta, wiec towarzysząc mu czułabym się jak piąte kolo u wozu. Nie miałam z nikim ochoty rozmawiać. Było mi przykro. Ktoś chwycił mnie za ramie.

-Angelika-powiedział Mikołaj- Cześć.
-Cześć- odparłam nie patrząc na niego.- Jak tam pierwszy dzień?
-Normalnie. Co tam słychać? Może spotkalibyśmy się po szkole?
-Nie ma sensu...Po wypadku masz mnóstwo rzeczy do nadrobienia, bierz się lepiej do pracy.W końcu nie było cie dwa miesiące. ..
-To może pomogłabyś mi w nadrabianiu? Pomyślałem sobie, ze skoro i tak mieszkasz koło mnie to....Będziemy mieli szanse, możne sobie coś przypomnę?
-Będziesz zawracał sobie mną głowę zamiast nadrabiać....Zaraz. Skąd wiesz że mieszkam koło ciebie?
-Bo wiesz....ja...
-Ktoś ci powiedział?
-To nie tak...Wiesz tak na prawdę to to że cie nie pamiętam było kłamstwem....

Poczułam się jakby piorun mnie uderzył. To ja tyle czekałam. Martwiłam się. Byłam w szpitalu codziennie, a on mnie okłamał. W tak perfidny sposób? Prosto w oczy? Chamsko. Co za chuj. Nic nie odpowiedziałam i odeszłam.

-Zaczekaj! Przepraszam!
-Mikołaj przestań- warknęłam.
-Daj mi się chociaż wytłumaczyć!
-Daj mi spokój!



*   *   *

Po lekcjach jak zwykle, wróciłam do domu. Muszę w końcu zapisać się na kurs prawa jazdy. To przecież nic trudnego. Chyba. Weszłam do pustego domu. Rodzice jak zwykle w pracy. Ruszyłam do siebie na górę. Otwierając swój pokój o mało nie upadłam na kolana. Wszędzie były bukiety czerwonych róż, a na łóżku leżał największy. Patrzyłam zszokowana. Jeszcze raz spojrzałam, na bukiet leżący na łóżku z którego wystawała karteczka. Zamknęłam drzwi, podeszłam do łóżka i odwróciłam karteczkę. 

"Przepraszam za wszystko. Daj mi szansę na wytłumaczenie"

Miałam ochotę tłuc głową w ścianę. Nie wiedziałam co robić. To było słodkie. Która dziewczyna nie chciałaby żeby chłopak zrobił dla niej coś takiego! Mam ochotę go wycałować Mikołaja, ale nie zrobię tego. Te wszystkie róże nie wymarzą tego co zrobił. Zrobiłam zdjęcie pokoju i wysłałam dziewczynom. Po chwili dostałam odpowiedzi.

Od: Natalia
Nie znałam go od tej strony! Słodko!

Od: Ewelina
Omg, totalnie przesłodkie!

Od: Karolina
Mmmm kochany <333

Od: Konstancja
Była promocja w kwiaciarni? XD

Zaśmiałam się kręcąc głową. Włożyłam telefon do kieszeni. Ruszyłam w poszukiwaniu wazonów, chociaż nie wiem czy znajdę ich tak dużo. Kiedy skończyłam uśmiechnęłam się i zwinęłam na łóżku w kłębek. No i co teraz? 



Mikołaj

Stałem w pokoju i obserwowałem Angelikę, która wkładała bukiety do wazonów. Nie sądziłem, że będzie aż tak źle. Myślałem, że po tym mi wybaczy. Przeliczyłem się. Marcin miał rację, to będzie ciężka praca. Czułem się jak skończony idiota. Po co wtedy skłamałem, mówiąc że jej nie pamiętam? Zadzwonił mój telefon. Dzwoniła Natalia. Natalia?

-Halo- odebrałem.
-Widziałam zdj kwiatów dla Angeliki od ciebie. Są cudowne!
-Yhym dzięki...
-Stało się coś?- spytała.
-Próbowałem ją tym przeprosić i w ogóle....
-Och Mikołaj!- westchnęła.

Muszę też powiedzieć Angelice, że ją kocham, Nie wiem jak to z siebie wyduszę. Po prostu...To takie dziwne.

-Przeproś ją i powiedz, że ją kochasz jak będziesz gotowy. Och i Mikołaj co ona z tobą zrobiła...
-To samo co ty z Marcinem. Owinęła sobie wokół palca- mruknąłem.

Rozłączyłem się. Dobra pora zacząć działać. Wyszedłem z domu. Przez drzwi na sto procent mnie nie wpuści. Zostaje mi tylko drzewo. 

-Angela!- krzyczałem stojąc na drzewie.- Angela!

Ma zamknięte okno. Pewnie mnie nie usłyszy,

-Angelika!- krzyknąłem i w tym samym momencie spadłem z drzewa.- O kurwa- jęknąłem krzywiąc się.
-Mikołaj?- w oknie pojawiła się zdezorientowana brunetka.- Nie ruszaj się! Już do ciebie idę!
-Udało się- szepnąłem i uśmiechnąłem się do siebie.
-Nic ci nie jest?- spytała klęcząc przy mnie.- Boli cię coś?
-Tak- jęknąłem.
-Gdzie?- otwarła szeroko oczy.

Złapałem jej rękę i przystawiłem do swojej piersi.

-Boli mnie serce, gdy nie ma cie przy mnie.
-Pytam poważnie!
-Nic mnie nie boli- westchnąłem.
-Jesteś pojebany! Co ci strzeliło żeby wspinać się po drzewie? Dopiero wyszedłeś ze szpitala!
-Przez drzwi byś mnie nie wpuściła- uśmiechnąłem się.- Więc zadziałało.
-Dziękuję za kwiaty- usiadła obok mnie.
-Nie ma za co. Angelika, daj mi się wytłumaczyć- popatrzyłem w niebo.- Ja nie chciałem wtedy tego mówić.
-Ciekawe...To po co do chuja powiedziałeś?
-Byłem wściekły na ciebie. Zacząłem coś do ciebie czuć, a ty byłaś z tym idiotą Filipem! Wiem, że nie powinienem wtedy tego mówić. Przepraszam.
-Ale ja nie jestem z Filipem i to nie jest idiota!
-Wybaczysz mi kiedyś?- zapytałem.- Przepraszam, myślałem, że to będzie mniej bolec.
-Mniej od czego?- spojrzała na mnie szukając odpowiedzi.

Wstała i weszła do domu. Była taka zraniona. Przeze mnie. Naprawdę to zrobiłem. Byłem samolubnym dupkiem. Myślałem tylko o sobie.




Natalia

Dzisiaj mamy kolejny dzień z cyklu Natalia opiekunka. Rodzice proszą to nie odmawiam. W moim domu nigdy nie jest nudno. Dodając do tego jeszcze Marcina to istny kabaret. 

-To jest nie fair- Marcin popatrzył na mnie z niezadowoleniem.- Dlaczego ty zawsze wygrywasz?
-Bo w przeciwieństwie do ciebie znam więcej niż trzy słowa- wystawiłam język.
-A ja?- zapytała Ania.
-Ty jesteś jeszcze mała- wytłumaczyłam.

Marcin prychną i ruchem jednej ręki zniszczył naszą gre w scrabble.

-Koniec tych oszustw- powiedział.- Nie będziemy się tak bawić.
-Jedyną osobą, która oszukuje jesteś ty!

Marcin przewrócił oczami i szybko pokonując dzielącą nas odległość złożył pocałunek na moich ustach.

-Fuuuu weźcie nie przy ludziach!- zawołała Ania.
-No właśnie niektórzy ludzie tutaj jedzą- powiedział wychodzący z kuchni Rafał.
-Włączymy jakąś bajkę?- zapytała Ania.
-Jaką chcesz?- zapytałam.
-Krainę Lodu!- zapiszczała kiedy na ekranie telewizora pojawiły się propozycje bajek.

Potem wszyscy ułożyliśmy się wygodnie na kanapie. To było niewiarygodne. Leżałam właśnie z Anią na kanapie wtulona w bok Marcina oglądając jej bajkę. Przesunęłam dłoń tak, że mogłam bawić się włosami Marcina. 

-Mogę?- zapytałam zerkając na chłopaka.
-Tak- mruknął spod lekko przymkniętych oczu.

Głaskałam jego włosy, a on kreślił jakieś bezmyślne wzorki na skórze mojego brzucha, którą odsłoniła lekko podciągnięta koszulka. 


___________________________________________________________________

CZYTASZ=KOMENTUJESZ

Przepraszam za błędy! 
Marcin w roli pomocy zawodowej opiekunki?
Czy Michał ma szanse załapać się na damskiego boxera?
Czy Angelika wybaczy Mikołajowi?
A co z Konstancją?
Kto czyta daje znak, ponieważ został nam jeszcze jeden rozdział i epilog!
Wyrażamy swoje opinie. Mi osobiście podobał się gest Mikołaja. Róże *.*

piątek, 30 stycznia 2015

#27 "Pobudka"

Konstancja

Wyszłam z treningu. Dzisiaj piątek, jutro urodziny Angeliki, a ja jeszcze nie mam prezentu. Fuck.

-Kostka! Zaczekaj!
-Nie mam dla ciebie czasu- odparłam i szybko ruszyłam do domu.

Obiecałam sobie, że będę trzymała się z daleka od Kacpra. Po pierwsze nie lubię go, a po drugie Michał się wkurwia o niego. Pół godziny później przeglądałam co ciekawego leci w telewizji. W tej chwili dokonywałam najtrudniejszego wyboru tego dnia.

4fun.tv czy MTV?

Po bardzo intensywnych przemyśleniach wybrałam MTV. I gdy już usadowiłam się wygodnie na kanapie, w domu rozbrzmiał dźwięk dzwonka. Wstałam i podeszłam do drzwi. Otworzyłam widząc w progu, osobę której nie powinno tu być.

-Konstancja co ty sobie...

Zamknęłam drzwi, nie dając mu możliwości dokończenia zdania. Wróciłam do salonu.

-Konstancja! Otwórz te drzwi!
- Nie ten dom! Pomyłka- krzyknęłam i pod głosiłam muzykę.

Po chwili mój telewizor się wyłączył. Sam. Zaczęłam rozglądać się za pilotem i znalazłam go. Był w ręce złego chłopaka.

-Myślałam, że mamy samozatrzaskowe drzwi- powiedziałam patrząc na niego.
-Klucze pod wycieraczką?
-Czego chcesz Kacper?- zapytałam.
-No cóż dawno się do mnie nie odzywałaś. Martwiłem się.
-Martwiłeś?- zaśmiałam się.- Niby czemu?
-Przyjaźnimy się.

To rozbawiło mnie jeszcze bardziej. Błogosławię twoje poczucie humoru Kacprze.

-Gówno prawda. Może chodzimy do jednej klasy już kilka lat, ale nie znamy się. Nic o mnie nie wiesz.
-Właśnie dlatego poznamy się.
-Matko, ta znajomość nie ma szansy. Nie jesteśmy do siebie podobni pod żadnym względem. Idź sobie, nie mam nastroju na to całe gówno z tobą.
-Nigdzie nie pójdę Konstancja.

Zakryłam dłonią oczy. Czy ten człowiek się nigdy nie odwali?

-Miałem kiedyś pieska.
-I co z tego?- zapytałam nie rozumiejąc co ma to wspólnego.
-Miał na imię Kostek.
-Poważnie nazwałeś tak psa?

Poprawiłam się na kanapie.

-Tak.
-No dobra i co z nim?-zapytałam.
-No nie wiem.
-Jak to nie wiesz?! To twój pies.
-Powiem ci jak bardziej się poznamy...
-Żartujesz sobie ze mnie?
-No, ale przyznaj, że cię zaciekawiłem- uśmiechnął się.
-Trochę- wzruszyłam ramionami.
-No to własnie ja mam dziwne wrażenie, że jesteśmy do siebie podobni i oboje potrzebujemy zmiany.

Popatrzyłam przed siebie. Może miał rację...Chłopak wyciągnął telefon.

-Co robisz?
-Ubieraj się idziemy na imprezę, chce ci pokazać jaki jestem.
-Ja nie idę.
-No dawaj, co innego masz w planach. Jest piątkowy wieczór a ty siedzisz i oglądasz programy muzyczne, no błagam...

Posłał mi jeden ze swoich uśmiechów, któremu wiele dziewczyn nie może się oprzeć. W sumie, czemu nie? Raz się żyje.



*   *   *

Jechaliśmy taksówką, przez oświetlone miasto. Mój wzrok parę razy obserwował osobę siedzącą obok mnie. Dzieliła nas pusta przestrzeń, bo chyba on chciał utrzymać dystans. Z zamyślenia wyrwały mnie otwierające się drzwi. Kacper podał mi rękę, pomagając przy wysiadaniu. Usłyszałam muzykę, a moim oczom ukazał się ogromny neonowy napis.

-Co to za klub?- zapytałam.
-Ze striptizem.
-Pojebało cię? Nie wejdę tam.

Chłopak wybuchł głośnym śmiechem, zwracając na siebie uwagę kilku ludzi.

-Żartowałem, nie zabrał bym cię do klubu ze striptizem.

Stałam osłupiała. Chłopak złapał mnie za rękę i pociągnął do wejścia. Szłam równo z nim. Kiedy weszliśmy do klubu muzyka była tak głośna, że uszy aż bolały.

-Zaraz się przyzwyczaisz- krzyczał do mojego ucha.

Chwilę później znaleźliśmy się przy ogromnym barze.

-Co podac?-zapytał barman.
-Whisky, a dla niej słabego drinka.
-Z lodem?- zapytał mnie barman.
-Wezmę to co on- powiedziałam zerkając na Kacpra.
-Nie nie weźmie tego- odpowiedział.
-Dlaczego?
-Bo masz za słabą główkę na alkohol tego typu, poza tym upicie cię nie znajduje się na mojej dzisiejszej liście.
-Ale...
-Z lodem- zwrócił się do barmana.- Tak ma być lekki.
-Zawsze taki jesteś?- zapytałam.
-Jaki?
-Musisz wszystko kontrolować?
-W zasadzie to tak.

Byłam ciekawa jaki jest, chociaż bałam się jak wpłynie to na nasze relacje. Splotłam ręce i położyłam na kolanach.

-O co chodzi Konstancja?-zapytał kładąc rękę na moich plecach.

Było źle, Nie mogło być już gorzej.

-Powiedz o czym myślisz- powiedział.

Odwróciłam się do niego i okazało się, że patrzę w jego oczy. Był nachylony do mnie i prawie stykaliśmy się czołami. Nie jest dobrze, jedyne o czym w tej chwili myślałam to jak smakują jego usta. Nachylił się do mnie jeszcze bardziej. Oblizał dolną wargę. Cholera! Chciał mnie pocałować! Zamknęłam oczy czekając na pocałunek, ale wtedy przez myśli przeleciał mi obraz mojego chłopaka. Michał. Momentalnie otworzyłam oczy. Chciałam mu powiedzieć żeby przestał, ale uprzedziła mnie brunetka, która rzuciła się na Kacpra.

-Kacper! Matko gdzieś ty się podziewał?- obsypywała go pocałunkami.

Jego twarz wykrzywił grymas niezadowolenia.

-Kaśka, czego chcesz do cholery?- zapytał wnerwiony.
-Ostatnio dobrze się bawiliśmy...
-Myślisz, że mam ochotę na powtórkę?- wybuchnął śmiechem.- Nie jestem tu sam.
Nie zauważyłam- powiedziała zerkając na mnie.- Osobiście uważam, że stać cię na coś lepszego Kacper. Bez urazy oczywiście.

Aha. Kacper wstał z krzesła.

-Spierdalaj Kaśka, jak już mówiłem, nie jestem tu sam. Papa.
-Co-o?- wyjąkała.
-Wypierdalaj, nie chcę cię widzieć w pobliżu.
-Ale...
-Wynocha!




Karolina

Był piątkowy wieczór. Siedzieliśmy z Pawłem u mnie w domu. Szukaliśmy sobie zajęcia. Postanowiłam, że oglądniemy film.

-Hej znalazłam coś!-Zawołałam do Pawła.

Wysunął głowę przez drzwi, a potem podszedł zobaczyć moją zdobycz.

-Nieźle.
-Prawda? Nie można się nudzić oglądając film o....- odwróciłam płytę.- Rybach?
-Masz coś do Nemo?- roześmiał się.- To klasyk.
-To jest o rybach....
-Te ryby są wyjątkowo fajne!
-A ten o czym jest?- uniosłam w górę inny egzemplarz z napisem "Piękna i Bestia".
-Disney....to ja podziękuję- skrzywił się.
-Dlaczego?
-Bo gdyby ktokolwiek się dowiedział, nie miał bym życia.
-Nikomu nie powiem. Obiecuję- prosiłam i w końcu Paweł poddał się kiwając głową.
-Ale muszę się poświęcać- westchnął udając powagę.

Zaczęliśmy oglądać, ale co chwilę przerywałam nasz seans zadając pytania. Byłam ciekawa jak on na nie odpowie.

-Ciekawe ile Bella ma lat- zastanowiłam się głośno.
-Pewnie w twoim wieku- zaśmiał się.
-Hej! To,że jestem rok młodsza od ciebie nie jest śmieszne! A ta bestia jest super! Prawda?
-Muszę na to odpowiadać?
-Dlaczego wszystkie naczynia mówią?
-To jest służba księcia, a tamta żebraczka rzuciła czar- zerknął na mnie z ukosa.- Nie wierzę, że to wiem, o Boże...

Uśmiechnęłam się ze zwycięstwem. Tu cię mam cwaniaku.

-Szkoda, że prawdziwe życie nie jest jak świat Disneya- westchnęłam ciężko.
-Spokojnie, nasze akurat przypomina.
-To fakt- uśmiechnęłam się dziękując Bogu w duchu.



Angelika

-Angelika przyjdź do szpitala!
-Co się stało?- zapytałam Natalię.
-Mikołaj- powiedziała i się rozłączyła.

Szybkim tempem znalazłam sobie szofera w postaci Filipa. Już po chwili wsiadałam do jego auta. Nie czekałam aż chłopak otworzy mi drzwi tylko wypadłam i ruszyłam biegiem do szpitala. Wpadłam jak oszalała i postanowiłam nie czekać na windę. Ruszyłam po schodach. Znajdując się na piętrze, gdzie leżał Mikołaj musiałam wyglądać jak po przebiegnięciu maratonu. Stanęłam przed salą Mikołaja, przełknęłam ślinę i weszłam do środka. Stanęłam jak wryta. Łóżko było puste. Wszystko już było dla mnie jasne. Odszedł. Po moich policzkach zaczęły spływać pojedyncze łzy. Stałam z dziwnym uczuciem i nie wiedziałam co teraz ze sobą zrobić.

-Co jest? Czemu płaczesz?- zapytał wchodzący Filip.

Wskazałam głową na łóżko. Byłam zła. Zaczęłam okładać pięściami Filipa.

-To twoja wina! Twoja! Two-twoja!- wrzeszczałam.

Kopałam i biłam go jak popadnie, a on w odpowiedzi na mnie wrzasnął.

-Uspokój się do jasnej cholery! Przestań! Pytałaś pielęgniarek?

Zaprzeczyłam kręcąc głową. I ruszyłam na korytarz. Zaczepiłam jakąś panią w białym kitlu.

-Przepraszam, co z chłopakiem, który tutaj leżał? Czy on...
-Nie- zaśmiała się.- Wybudził się i przenieśliśmy go na inny oddział.
-Dziękuję.

Znów biegłam jak oszalała. Czułam obecność Filipa za sobą.

-Przecież nie zapytałaś na jaki oddział go przenieśli!
-A no tak....
-Za mną.

Poprowadził mnie do odpowiedni oddział. Zobaczyłam Natalię.

-Marcin jest u niego- powiedziała.- Możesz wejść.
-Okeej- wzięłam oddech i weszłam do środka.

Pierwsze co to zobaczyłam chłopaka, który żył. Ufff. Potem Marcina, który wstał od razu jak weszłam. Ruszył w kierunku drzwi, chcąc zostawić nas sam na sam. Chyba...Spojrzałam w oczy chłopaka i zobaczyłam w nich ciekawość. Tylko czego? Rzuciłam się na niego, oczywiście uważając żeby go dodatkowo go nie poturbować.

-Tak się cieszę!
-Przepraszam, ale kim jesteś?- zapytał.

Moja oczy momentalnie się rozszerzyły.

-Ty? Ty nie pamiętasz mnie?- zapytałam jąkając się.
-Nie za bardzo...a powinienem?

Nie odpowiedziałam mu. Było mi po prostu przykro. Chyba to zauważył, bo odezwał się przepraszająco.

-Wiem tylko, że jesteś Angelika tak?- widząc moje kiwnięcie, kontynuował-Marcin mi powiedział, że zaraz przyjdziesz i wspomniał, że powinienem bardzo cię lubić.

Wstałam z jego łóżka z zażenowaniem. On nic nie pamięta....To chyba koniec mojej wizyty i tak na nic się tu nie przydam...

-Muszę iść- powiedziałam i wyszłam.




Marcin

Zobaczyłem Angelikę, która wyszła z sali Mikołaja. Dopiero przyszła, poza tym nie takie miny powinni mieć ludzie, którzy dowiedzieli się, że ich ukochani wracają do zdrowia. Ruszyła do wyjścia, a Natalia i Filip za nią. No to ja w przeciwnym kierunku. Wszedłem do Mikołaja i wybudziłem go z rozmyślań.

-Odpowiedz na moje pytanie- powiedziałem surowo.
-Huh?...- podniósł brwi ze zdziwieniem.
-Dlaczego doprowadziłeś ją do takiego stanu?
-Jeśli to wszystko, to możesz już wyjść...
-Co ona ma takiego w sobie, że zawsze złościsz się o nią, albo na nią?
-Nic takiego- wzruszył ramionami.
-Co jej zrobiłeś? Jak wychodziła, wyglądała jak duch.
-Powiedziałem, że jej nie pamiętam.
-Co kurwa zrobiłeś?!
-Słyszałeś.
-Dlaczego?
-Żeby było ciekawie.
-Mikołaj! Dlaczego?
-Po co mam jej robić kłopoty? Niech będzie szczęśliwa z Filipem. Łatwiej jej będzie beze mnie.

Zaśmiałem się głośno, na co spojrzał na mnie zaciekawiony. Od kiedy zrobił się taki szlachetny? Miłość robi różne rzeczy z ludźmi.

-Wiesz co....Ty troszeczkę pospałeś sobie w tym szpitalu i wiele rzeczy się zmieniło- odparłem.
-Tak wiem, ty i Natalia.
-Nie o to mi chodziło. Poza tym skąd wiesz?- zapytałem.
-No nie wiem? Może dlatego, że weszliście do mnie za ręce? Stara Natalia prędzej wydłubałaby sobie oko niż wzięła cię za rękę.
-Punk dla ciebie stary- uśmiechnąłem się.- Ale mamy ten poziom już za sobą. No, ale wracając do tematu...Angelika nie jest z Filipem.
-Nie jest?- zapytał obojętnie.
-Nie.
-Dlaczego?-zapytał.
-Zapytaj jej, chociaż nie wiem czy teraz ci się to uda....- ruszyłem do drzwi zostawiając go samego.

Wyszedłem ze szpitala i zobaczyłem Natalię czekającą na mnie. Był już wieczór. Podszedłem do niej i poprowadziłem do swojego auto. Opuściliśmy parking szpitala, a następnie ruszyliśmy w stronę domu Natalii. Po chwili byliśmy na miejscu. Wysiadłem by otworzyć jej drzwi.

-Czemu cię tak długo nie było?- zapytała.
-Musiałem zapytać jeszcze o coś Mikołaja.
-Szkoda mi Angeliki, tyle czekała aż on się obudzi, a on jej nie pamięta...
-W tym cały urok...On jej nie nie pamięta.
-Słucham?
-Skłamał.
-Czemu niby?
-Pytaj się mnie, a ja ciebie....Nie jestem jasnowidzem, chociaż pewnie fajnie wyglądał bym w tych ciuchach- uśmiechnąłem się.

Pochyliłem głowę. Dziewczyna zadrżała czując moje usta na jej szyi.

-Jesteśmy pod moim domem- skarciła mnie, jednocześnie wplotła palce w moje włosy.

Mój oddech stał się cięższy. Nasze ciała się zetknęły. Po chwili moje ręce znajdowały się na jej tali.

-Jesteś pewna, że możemy sobie na to pozwolić?- zapytałem.
-Nie- westchnęła.- Moi rodzice są w domu. Pewnie na mnie czekają.
-Wszystko mi jedno- wymruczałem do jej ucha.
-Marcin, nie dzisiaj- uśmiechnęła się i pocałowała mnie.

Potem zobaczyłem już tylko jej tył. Weszła do domu, a ja odjechałem.



Ewelina

Wróciliśmy od Mikołaja. Adam był cichy, ale widać że szczęśliwy. Wchodząc do domu, zauważyłam że dziadków nie ma. No tak! Mówili, że jadą dzisiaj odwiedzić siostrę dziadka. Wrócą jutro. Po chwili poczułam czyjeś dłonie na swojej tali.

-Co robisz?- zapytałam zaintrygowana.
-Mam zamiar udowodnić mojej dziewczynie, jak bardzo ją kocham- przekręcił mnie do siebie i ujął moją twarz w dłonie.
-Jak mnie nazwałeś?- pragnęłam usłyszeć to jeszcze raz.
-Moją dziewczyną- powiedział miękko.

Uśmiechnęłam się, Sprawy między nami wreszcie się układały.Delikatnie zsunął mi bluzę z ramion. Jego dotyk, dobrze mi znany, zaskoczył mnie. Poczułam się jakby robił to pierwszy raz. Gdy znaleźliśmy się blisko siebie, dotarło do mnie, po jak cienkiej linie stąpaliśmy. Nie mogłam uwierzyć, że udało nam się przetrwać tak długo, bez intymności. Powietrze było naładowane elektrycznością, a my już się nie hamowaliśmy. Wzięłam rękę Adama i położyłam na swojej piersi, chciałam pokazac mu jak szybko bije moje serce.

-Nie bój się- szepnął.

Przytulił mnie mocno i zanurzył twarz w moich włosach. Moje kolana zrobiły się miekkie, wiec chwycił mnie w ramiona, Układając na łóżku. Pochylił się po mału aż nasze ciała pasowały do siebie jak kawałki układanki.

-Cholera!- Adam nieoczekiwanie zerwał się na równe nogi.
-Co się stało?- ogarnęło mnie skrępowanie.
-Nie mam przy sobie żadnego zabezpieczenia. Nie sądziłem, że będzie potrzebne.
-Daj spokój- przyciągnęłam go z powrotem do siebie.

Jeszcze przed minutą było tak przyjemnie, a teraz poczułam jak czar pryska. Adam stanowczo oparł się moim awansom.

-Ewelina, nie możemy zdać się na szczęście. Musimy być odpowiedzialni.

Usiadłam wzdychając. Dałam się ponieść czarowi do tego stopnia, że wszystko inne przestało się dla mnie liczyć.

-Czy to naprawdę ma aż takie znaczenie?- zapytałam.
-Oczywiście! Jesteś pewna, że chcesz zajść w ciążę? Właśnie teraz?
-No dobrze- zgodziłam się.- Masz rację, o ile o to chodzi...
-A o co innego może chodzić?
-Tak długo unikaliśmy tej kwestii....że...czy ty w ogóle postrzegasz mnie w ten sposób?

Adam jęknął głośno.

-Zwariowałaś? Oczywiście, że tak.

Uniosłam głowę i popatrzyłam w jego oczy.

-Więc mi to okaż.
-Ewelina proszę...- zaczął, ale mu przerwałam.
-Nie- odparłam.- Bez wymówek. Chcę żebyś mi udowodnił jak bardzo mnie kochasz.

Przyglądał mi się przez chwilę. Jednym zwinnym ruchem uniósł mnie i przyciągnął do siebie. Jego pocałunek był długi i głęboki. Całowaliśmy się całą wieczność. Czas stanął w miejscu. Kiedy rozłączyliśmy się, usta Adama wylądowały na mojej szyi.

-Masz jeszcze jakieś wątpliwości?- wyszeptał.

Zatraciliśmy się w miłosnym uścisku. Namiętność wypełniała powietrze.

-Błagam, nie przerywaj- wymruczałam.
-Nie mam zamiaru- odchylił głowę, a jego oczy błyszczały.
-Ale...co z ...
-Będę uważał- spojrzał na mnie.

Nasza pierwsza noc upłynęła na odkrywaniu magicznego królestwa, w którym nie liczyło się nic poza nami. Byłam świadoma jego ciepła i dotyku na mojej skórze.




______________________________________________________________

Kto czyta komentuje, żeby było wiadomo, że jest dla kogo pisać i żeby było mi miło :)
Przepraszam za błędy, bo wiem że są. Proszę o komentarze i do następnego, bo pomały zbliżamy się do końca opowiadania. Buziaki
Natalia ;)







wtorek, 13 stycznia 2015

#26 "Fight trough some bad days"

Konstancja

Po mimo tego co się działo, miałam dobry humor. Powinnam czuć się źle z tym, że Mikołaj leżał nadal w śpiączce.Grudzień zaczynał się a on już prawie miesiąc leżał w śpiączce i się nie budził. Przebrałam się w krótkie spodenki, do tego bluzkę i skarpetki za kolana. Puściłam eskę i zaczęłam sprzątać dom podśpiewując pod nosem Faydee- Can't Let Go. 

-Even if i try, I can;t, I can;t sleep at night!
-Fajnie tańczysz- powiedział Michał stojący w przedpokoju.
-Kto cię wpuścił?- zapytałam.
-Sam się wpuściłem- uśmiechnął się złośliwie.- Przy okazji fajne rękawiczki na nogi.

Spojrzałam na swoje skarpety za kolano w renifery. Może były obciachowe, ale lubiłam je.

-Po pierwsze to są skarpetki, a po drugie nie możesz wpuszczać się sam do mojego domu.
-Wiem, ale jak zobaczyłem przez okno twój pseudo taniec to musiałem tu wejść- zaśmiał się.
-Pseudo?- podniosłam brwi.

Pseudo. Jak mu zasadzę gonga w łeb to będzie miał pseudo siwe oko. Zaśmiałam się na ten pomysł.

-Pojeb- mruknęłam.
-Oj dobra nie złość się, pomóc ci sprzątać?- zapytał.
-Ty i sprzątanie? Jasne...
-A co? Już nie mogę sprzątać? Bo co? No zobacz jaki jestem uroczy- zaczął mrugać oczami.
-Tyle uroku co zdechła mucha. Czego chcesz?- zapytałam.
-O ile pamiętam to jesteśmy razem. Czy tak dziewczyna powinna zwracać się do swojego najukochańszego, najprzystojniejszego chłopaka?- zapytał.
-O ile pamiętam ostatnio na mnie nawrzeszczałeś za jakieś durne zdjęcie- oparłam się o futrynę.- Plus jesteś za bardzo pewny siebie.
-Jestem wystarczająco pewny siebie żeby stwierdzić, że jesteś we mnie głęboko, nieodwracalnie zakochana.
-Wow, może jeszcze jeden przysłówek, bo ich mało...
-Może nieodparcie?- zastanawiał się.

Wywróciłam oczami i wymamrotałam.

-Jestem zaskoczona, że wiesz co to przysłówek.
-Ej! Czy ty mnie obrażasz?!
-Może...
-Nieważne, wracając do tego zdjęcia...Wiesz co następnym razem mu zrobię jak zbliży się do ciebie?
-Przecież nie czytam ci w myślach, powiedz mi.
-Wiesz gdzie on ma głowę a gdzie dupę? Albo nie odpowiadaj na to pytanie- powiedział po chwili zastanowienia.- Cóż następnym razem te dwie części się ze sobą spotkają.
-Ohhh, Michał już mówiłam rób co chcesz...
-No to pomogę ci sprzątać!
-No to bierz mopa, będziesz zmywał podłogę- wydałam polecenie.

Ściągnął kurtkę i buty. On będzie mył podłogę, a ja będę ścierać kurze. Chwyciłam szmatę i pronto.

-Michał?
-Tak?
-To jest miotła, a nie mop- zaśmiałam się.
-Też fakt...
-Nigdy nie myłeś podłogi?- zapytałam.
-W sumie... to nie- wzruszył ramionami.
-A wiesz jak wygląda mop?
-Miałem wziąć mopa, a wziąłem miotłę, więc domyśl się.

Zaczęłam śmiać się na cały dom. NIE  W Y T R Z Y M A M. Jak można nie wiedzieć jak wygląda mop?

-No i co się śmiejesz? My w domu mamy panią Dorotkę, ona wszystko robi...
-No tak zapomniałam, kto bogatemu zabroni...- westchnęłam przypominając sobie, że jego rodzice mieli w chuj kasy, a ja zastanawiałam się czasami skąd oni ją biorą.- Łap!- rzuciłam mu ścierkę i pronto.- Ja umyję podłogi, a ty ścieraj kurze.
-Dobra- kiwnął głową.
-Psikasz, potem ścierasz. Wiesz tak góra i dół, góra i dół- tłumaczyłam.
-Debilko, przecież wiem jak ściera się kurze...
-Michał ty nie wiedziałeś jak wygląda mop.
-No to co z togo?
-Gówno.

Po jakiś dwóch godzinach skończyliśmy, a dom prawie lśnił. Ma się ten talent. Na polu było już ciemno, a my siedzieliśmy u mnie w pokoju i piliśmy herbatę.

-Ciemno już, będę się zbierał- powiedział Michał.
-Nie...poczekaj!

Podniósł brwi w górę, czekając na to co powiem.

-Zostaniesz ze mną?- zapytałam.
-Zgoda- odparł i wrócił z powrotem na łóżko.- Konstancja?
-Tak?
-Dlaczego twoja poduszka wygląda jak mop?- zapytał z powagą.
-O mój Boże, Michał to nie jest mop! To poduszka, podobna do mopa, ale nim nie jest.





*   *   *

Wykrzyczane z gniewem "KONSTANCJO WIECZOREK!" i męski śmiech były tym, co wyciągnęło mnie z głębokiego snu. Mama stała w drzwiach mojej sypialni ubrana w szlafrok, z rozdziawioną buzią. 
- Co? - wymamrotałam.


 Moja twarda poduszka się poruszyła. Spojrzałam w dół i poczułam, jak moje policzki płoną. Michał był ciągle w moim łóżku. I częściowo na nim leżałam. O mój Boże nie...

- To nie to, na co wygląda.
- Nie? - Mama założyła ramiona na piersi. 


Zaczęłam się podnosić, ale ramię Michała zacieśniło się na mojej tali. Miałam ochotę umrzeć na tysiąc sposobów. Odepchnęłam go. Nie dał się. Uchylił powieki.

- Mmm, z czym ty masz problem?- mruknął.
 Popatrzyłam znacząco na przejście. Zmarszczył brwi, odwrócił głowę i zamarł. - O, wow, niezręczne. - Odchrząknął i puścił moją talię. - Dzień dobry, pani Wieczorek.
-Dzień dobry Michał, skoro już wstaliście to zapraszam na śniadanie- powiedziała moja mama.
-Tak właściwie, to ja będę się zbierał - wstał i ubrał koszulkę, która leżała na ziemi.- Dzisiaj szkoła, muszę wrócić do domu, po książki.
-Nie wiem czy zdążysz już 7.30- odparła moja mama.

Uśmiechnął się cwaniacko, a ja już wiedziałam o czym myśli. Zważając na to z jaką prędkością on jeździ, to zdąży jeszcze wstąpić na kawę do restauracji.

-Do zobaczenia w szkole.
-Ta...cześć- westchnęłam i rzuciłam się z powrotem na łóżko, zakrywając głowę poduszką.

Teraz czeka mnie super rozmowa z mamą. O yeah, to jest to o czym marzę z rana.

-O nie nie ma mowy! W tej chwili widzę cię na dole Konstancjo!- mama ściągnęła ze mnie kołdrę.



Mikołaj

Jakaś dziewczyna siedziała na blacie w toalecie, a ja całowałem ją w najlepsze. Za chwilę ją zaliczę i po sprawie. Po chwili moją zabawę przerwała jakaś laska.

-Hej niunia przyłączasz się, albo spadaj- powiedziałem.
-Nie jednak podziękują za japońskie porno- odpowiedziała i wyszła

Zaśmiałem się w duchu. Wtedy nie wiedziałem jeszcze, że to Angelika, moja Angelika. Ciekawe co myślała jak mnie wtedy zobaczyła. Przez wejście Angeliki dziewczyna, którą chciałem wtedy przelecieć spłoszyła się. Pamiętam tą złość, która ogarnęła mnie, rany...
Wypadłem z WC z nadzieją, że znajdę dziewczynę, która mi to zniszczyła. Szczęście dopisało mi wtedy bo stała ona wtedy dokładnie przed wejściem do toalety. Widząc mnie kipiącego złością, uśmiechnęła się pod nosem.

-Co ty kurwa robisz?- zapytała zdziwiona.
-Przez ciebie mi uciekła, więc odbieram to ci mi zabrałaś- odpowiedziałem i położyłem ręce po obu stronach jej głowy. Byłem dużo wyższy, więc pewnie czuła się jak w klatce.

-Dobra koleś rozumiem, że jesteś napalony i w ogóle, ale jak masz problem to idź do kibla i sobie zwa..- nie dokończyła, bo ją pocałowałem.

Wszystko fajnie, ale to było takie szczeniackie zagranie! Brawo Mikołaj! Gdybym wtedy wiedział, że to była Angelika, to wow. 
Dziewczyna jednak, nie zamierzała mi się poddać, bo po chwili poczułem ból. Ugryzła mnie w wargę. Śmiesznie wyglądał skok, który wtedy wykonałem, aby odsunąć się od niej.

-Suka!- warknąłem.
-No Mikołaj widzę, że przywitałeś się z Angeliką- powiedziała Natalia, która właśnie się pojawiła.

Wtedy ta wiadomość, była ciosem poniżej brzucha. Popatrzyłem na nią wzrokiem wzrokiem bez wyrazu, ona była tak samo zdziwiona jak ja. 

-Natalia- szepnęła i uśmiechnęła się do niej.

Coś wtedy zabolało, że to do niej pierwszej się odezwała. A ja? to mnie zostawiła zaraz po pocałunku. Halo no?!

-Witam z powrotem- powiedziała blondynka, nawet na nią nie patrząc.



Natalia

Siedzieliśmy wszyscy na stołówce, brakowało Mikołaja, ale dołączył do nas Filip. Wyjaśnili sobie wszystko z Angeliką i już chyba nie byli razem. Poza tym poznaliśmy historię z Aśką i tak dalej, Bla, bla bla.

-Ciasteczko?- zapytał Marcin.
-Jasne- odpowiedziałam.
-Chodź i weź. 


Marcin umieścił połowę ciastka między tymi pełnymi, stworzonymi do pocałunków ustami. Zastanawiałam się co zrobić, czy wziąć je od niego i zachować się jak zakochany kundel z tej bajki o spaghetti. Po chwili chwycił ciasteczko. W jego oczach był błysk, jakby właśnie wygrał jakąś bitwę. 

-Czas minął- powiedział i zjadł ciastko.

Gapiłam się na niego oniemiała.

-Hej, wiem że bardzo podobam się dziewczynom, ale nie musisz się tak na mnie gapić! Jestem cały twój- uśmiechnął się i puścił do mnie oko.
-Wcale się nie gapiłam..
-Jasne- zachichotał.
-Od kiedy wy? Razem?- zapytała Karolina.
-Odkąd mnie pierwszy raz ujrzała- odparł Marcin, a ja przewróciłam oczami.- Wiecie jestem taki romantyk, ale bardziej ukryty. Wziąłem ją na przejażdżkę na most i wtedy...
-I wtedy dowiedzieliście się o Mikołaju?- dokończył Paweł.

Kiwnęliśmy głowami i zapadła niezręczna cisza. Nie wiem o czym inni myśleli, ale ja modliłam się w duchu, żeby on w końcu się obudził. Jutro jego urodziny i jak dalej tak pójdzie to swoją 17 będzie obchodził podłączony do maszyn w szpitalu, nawet nie wiedząc, że dzisiaj jego urodziny.

-Nie martwcie się, wszystko będzie dobrze- powiedział Adam.- On potrzebuje trochę czasu.
-A jeśli on się nie wybudzi?- zapytała cicho Angelika, ale wszyscy ją usłyszeli.
-Obudzi- Filip chwycił jej dłoń.
-Popieram go, on potrzebuje czasu żeby jago organizm się zregenerował- tłumaczył Adam.


Zadzwonił dzwonek i wszyscy się zebrali, ja też, ale zatrzymał mnie Marcin.

-Tak?- zapytałam.
-Chciałbym cię dzisiaj zaprosić na kolację- powiedział.
-Marcin, już przecież byliśmy raz na kolacji- westchnęłam.
-No i co? Ta będzie u mnie w domu.
-No dobrze.
-Przyjadę po ciebie o 18.



*   *   *

Stałam przed lustrem i przyglądałam się swojemu odbiciu. Chyba wyglądałam ok. 

-Wybierasz się gdzieś?- zapytała mama.
-Tak, Marcin zabiera mnie do siebie.
-I dlatego wystroiłaś się jak stróż w Boże Ciało?
-Mamo hahahah oo, znaczy będzie kolacja- odpowiedziałam.
-Wy dwoje wyglądacie na bliskich sobie- popatrzyła się znacząco.- Ty i Marcin.
-Tak chyba go kocham...
-Chyba?
-Mamo! Nie będę rozmawiać z tobą o takich rzeczach- westchnęłam i ubrałam kurtkę.
-Dlaczego?
-Bo nie.

Usłyszałam jak Marcin zatrąbił, tzn czekał już na mnie w aucie.

-Muszę już iść.
-Poczekaj! Zabezpieczacie się?
-Mamo pa- pożegnałam się i wyszłam.



*   *   *

-Wow, czy ty to?
-Czy ja co?- podniósł brwi.
-Zaaranżowałeś to?- wskazałam na świece.
-Może- uśmiechnął się.

Uśmiechnęłam się i odsunęłam włosy do tyłu.

-Dziękuję, jest to bardzo...
-Fantastyczne?

Roześmiałam się.

-Romantyczne, bardzo romantyczne i fantastyczne też.

Rzuciłam okiem na stół. Jego dom był tak duży, że mogliśmy sobie pozwolić żeby zjeść w jadalni z widokiem na ogród.

-Tak długo jak myślisz, że jest to fantastyczne, to znaczy że było warto. Poza tym jak dzisiaj wspomniałem jestem ukrytym romantykiem.

Zjedliśmy kolację, którą przygotowała jego gosposia. Po sposobie w jaki o nie opowiadał była mu bliska. Pewnie zajmowała się nim, bo jego rodziców wiecznie nie ma w domu. To przykre...Dania były wyśmienite. Po zjedzeniu przenieśliśmy się do jego pokoju. Zauważyłam pianino stojące w rogu, podeszłam do niego i zobaczyłam, że nie schował kilku kartek. Na nich znajdował się tekst, nie dokończony ale był świetny.

-Co robisz?- zapytał.
-Czytam...i to jest świetne!
-Nie powinnaś tego czytać, to jeszcze nie skończone eee..

Biedny zawstydził się chyba, bo zaczął się strasznie mieszać.

-Ten tekst jest super, zagrasz mi?
-Nie.
-Marcin no proszę...
-Oh no dobra.

Zabrał mi kartki i siadł do pianina. Muzyka którą grał była przepiękna.

-"Cause we've got- śpiewał.-One life to live, one love to give, one chance to keep from falling. One heart to break, one soul to. take us, not forsake us. Only Only,Only One"




Angelika

Dzisiaj 6 grudnia. Mikołajki i urodziny Mikołaja. O ironio, gorzej być nie może. Weszłam na piętro oddziału na którym leżał. Nie lubiłam szpitali, tak samo jak muzyki country. Pachniały śmiercią i środkami do dezynfekcji. Bolała mnie głowa, od płaczu w nocy. Weszłam do jego sali.

-Wszystkiego najlepszego- powiedziałam i pocałowałam go w policzek.

Nic mi nie odpowiedział. A szkoda. Był w śpiączce, więc nie winię go za to. Żałuję tylko, że wcześniej sobie nie wyjaśniliśmy uczuć, które do siebie darzymy. Żałuję, że wtedy nie powiedziałam mu, że się przeprowadzam. Może nasze losy inaczej by się wtedy potoczyły.

-Obudź się, tęsknię- westchnęłam.

Mówienie chyba nie miało sensu, bo on i tak tego nie słyszał. Eh.

-Angelika? Możemy?- zapytała Natalia z Marcinem, którzy stali w drzwiach.
-Tak, jasne wchodźcie.
-Wszystkiego najlepszego, wracaj do nas!- powiedziała Natalia i położyła prezent obok tego mojego.
-Stary czekamy tu na ciebie, bierz dupę w troki i wracaj do nas- powiedział Marcin ze smutną miną.

Po chwili w sali Mikołaja było tak tłoczno jak na wyprzedaży w galerii. Byliśmy wszyscy. Potem zaśpiewaliśmy mu sto lat, a jeszcze potem zostaliśmy wyrzuceni przez ochroniarza, cytując SZPITAL TO NIE JEST MIEJSCE ZABAW.




_________________________________________________________

Kolejny rozdział do kolekcji . Czytajcie, komentujcie bo miło na serduszku się robi. Zadawajcie pytania jeśli czegoś nie wiecie, chętnie odpowiem. Buźka,
Natalia.

sobota, 3 stycznia 2015

#25 "Stronger than your past"

Ewelina

Usłyszałam dźwięk, który oznaczał, że wysiadam z windy. Szybko, szybko. Minęłam kilka pielęgniarek, moje oczy rozchodziły się na wszystkie strony szukając Adama. Po chwili zauważyłam jakąś postać siedzącą na ziemi. Pobiegłam w tamtym kierunku.

-Adam? O Boże Adam, nic ci nie jest?- rzuciłam się na kolana i przytuliłam go.

Chłopak siedział wpatrzony w ścianę, nawet nie zareagował. Jego wzrok był taki pusty i to łamało mi serce.. Miał trochę poobijaną twarz i rozcięty łuk brwiowy, ale i tak prezentował się dobrze.

-Adam? Opowiedz mi co się stało, proszę.
-Nie- oczy Adama rozszerzyła panika.- Nie mogę.
-Nic nie rozumiem. Co się stało? Co z Mikołajem halo powiedz mi no!
-Mieliśmy wypadek- schował twarz w moim ramieniu.- Myślałem...Myślałem, że to już koniec, było tyle krwi, a ja stałem i nie mogłem się ruszyć. Wszystko mi się przypomniało...

Chłopak zaczął łkać w moje ramię, nie przejmowałam się tym, że miałam na sobie mój ulubiony sweter, bo to nie było teraz ważne!

-I? Co było dalej?- dopytywałam.
-Musiałem ogarnąć się i zacząć coś robić, bo nie mogłem stracić przyjaciela po raz drugi.
-Brawo, jestem z ciebie dumna. Kochanie, chodź niech obejrzy cię doktor.
-Nie mogę.
-Dlaczego nie chcesz żeby obejrzał cię doktor?-zapytałam.
-Nie ruszę się stąd dopóki nie dowiem się co z Mikołajem!
-No dobrze spokojnie- usiadłem obok niego, starając dodać się mu otuchy.

Po kilku minutach na oddział weszli Michał, Konstancja i Angelika, która trzymała się tak samo jak Adam.

-Co z Mikołajem?- zapytała Konstancja.
-Operują go- odpowiedział Adam.
-A co z tobą?- zapytał Michał.- Ciebie też powinni zbadać.
-To samo mu mówiłam, ale uparł się i nie przebada się dopóki nie dowie się co z Mikołajem.

Potem dojechała do nas reszta. Siedzieliśmy tam wszyscy razem, było nas sporo. Po 2h wyszedł lekarz. Był to starszy pan z siwymi włosami.

-Który z was reanimował go?- zapytał stanowczo.
-Ja- odezwał się Adam.- Co z nim?
-Przy reanimacji złamałeś mu żebro, ale dzięki tobie żyje. Gratulacje chłopcze, Mikołaj musiał zostać wprowadzony w śpiączkę, nie wiemy kiedy się obudzi. A teraz chodź ze mną- wskazał na Adama.- Ciebie też trzeba obejrzeć.



Mikołaj

Widziałem siebie jak biegnę chodnikiem do domu obok. Na początku wydało mi się to dziwne. Jakim cudem mogłem patrzyć na młodszego siebie, tak jakbym oglądał film w kinie? Nie wiedziałem co się dzieje, ale szybko skupiłem się na akcji, która miała miejsce.
Drzwi otworzyła młodsza Angelika. Wyglądała na szczęśliwą, widząc mnie stojącego przed jej drzwiami. Ile my wtedy mieliśmy lat? Jakieś 13 chyba.
W ogóle jak ja byłem ubrany? Angelika zaśmiała się przez coś co właśnie powiedziałem. Ona nadal śmieje się tak jak wtedy!

-Tęskniłam za tobą!- wykrzyknęła.
-Rany- spojrzałem na nią zakłopotany.- Byłem tylko na tydzień u babci...
-Tydzień to o wiele za długo, nudziło mi się- wyznała.

Słowa odbijały się echem w mojej głowie, a w sercu czułem ulgę? Ulgę tym, że rozmawialiśmy a nikt nam nie przeszkadzał. To nie jest sen, tylko raczej wspomnienie. I to jest ten dzień, kiedy widziałem ją po raz ostatni. Potem wyjechała bez słowa.

-Idziesz ze mną na basen? A jutro może wymyślimy coś innego- zaproponowałem.

Angelika posmutniała.

-Tak idę dzisiaj, a jutro, a jutro się zobaczy- wpuściła mnie do domu i zniknęła w swoim pokoju.

Po chwili pojawiła się gotowa. Wyszliśmy. Wyciągnęła do mnie rękę, a ja bez wahania chwyciłem ją za nią. Teraz wydawało mi się to śmieszne, ale wtedy trzymanie za rękę było poważne.
Po chwili znaleźliśmy się na basenie, pływaliśmy. Potem zmęczona Angelika usiadła na brzegu. Wyglądała na smutną i tak jak pamięta młody Mikołaj usiadł obok niej. Po chwili przyłożył czoło do jej czoła.

-Mikołaj czekaj...- przerwała stanowczo.

Młody moja krew nie poddawał się. Uśmiechnął się i pocałował ją. Zaśmiałem się na myśl o tym jak fatalnie skończył się mój pierwszy pocałunek. Dziewczyna wstała i uciekła z łzami w oczach. Potem już nigdy się nie widzieliśmy.
Znajomość odnowiła się ostatnio, ale i tak nie była taka jak wtedy...



Tydzień później...
Natalia

Sprawy między mną a Marcinem pozostały niewyjaśnione. Mikołaj miał wypadek i w dalszym ciągu leżał w śpiączce. A nasz pocałunek wtedy na moście, pozostał tylko wspomnieniem.

-Natalia, Marcin do ciebie!- zawołała mama.- Prosi żebyś zeszła

Mój umysł pędził równo sercem, ale zarazem w myślach odhaczałam powody, dla których Marcin mógłby chcieć być z nią sam na sam? Ubrałam się i wyszła przed dom.Na polu było ciemno, więc nie mogłam dostrzec wyrazu jego twarzy, żeby ocenić, czy jest poważny. Sądząc po postawie, był spięty

-Co jest?- zapytałam.
-Możemy się przejść kawałek?
-Jasne. A co będziemy robić?
-Rozmawiać.

Przełknęłam z trudem ślinę.

-Chciałem porozmawiać o nas. Co do mnie czujesz?

Zawahałam się. Co, na litość boską, miałam odpowiedzieć? Że jest najprzystojniejszym najatrakcyjniejszym, chłopakiem, jakiego poznała w życiu? Że jest chłopakiem, o jakim marzyła?Tylko jak mogłabym się do tego wszystkiego przyznać? Zrobił ku mnie krok, a ja cofnęłam się o krok.

- Boisz się mnie?
- A powinnam?
- Zamierzam cię pocałować- wyznał.
- Nie uważasz, że najpierw powinieneś zapytać o pozwolenie?

Pokręcił głową.

-Gdybym zapytał, mogłabyś odmówić.
-Hahahah, Marcin, którego znam nigdy nie pytał by dziewczyny o pozwolenie.

Dotknął palcem mojego podbródka. Umilkłam, czując, że przesunął palec w dół na szyję. Na ramionach wyskoczyła mi gęsia skórka i cała zadrżałam.

-Natalia- szepnął.
-Marcin- odszepnęłam.
-Masz racje- zaśmiał się i mnie pocałował.

Dałam się ponieść zmysłowej fali, kurczowo wtulona w Marcina i jego ściśle ją oplatające ramiona. Jego wargi były słodkie i niepohamowane.

-Marcin...
-Cały czas o tobie myślę. I nie chodzi tylko o seks. – skrzywił się. – Co jest wręcz... dziwne.

Poczułam ucisk w piersi. Czyżby ten łamacz kobiecych serc sam wpadł w sidła miłości?

-Zależy ci... na mnie?-zapytałam.
-I to bardzo. – popatrzył na mnie zły – Nie czułaś, kiedy cię całowałem?

Fala gorąca oblała moje policzki.

-Cóż, na pewno twój pocałunek był... namiętny. Ale z oczywistych powodów. Masz duże doświadczenie, więc....– umilkłam, kiedy położył mi palec na ustach.
-Natalia
-Tak?– wyszeptałam w opuszek jego palna, co złościło mnie.

Kiedy on zdejmie mi tą łapę w moich ust, lol?!

- Pocałunek był namiętny, bo się w tobie zakochuję....

Serce mi podskoczyło i odsunęłam się. Przyglądnęłam mu się, wyglądał teraz tak niewinnie.

– To... to mało prawdopodobne- westchnęłam.
– Poczułem coś do ciebie już od dawna o tym wiem.

Przełknęłam ślinę. Ona też coś do niego czuła i to od dawna.Kącik jego ust uniósł się i w policzku pokazał się uroczy dołek.

-Ostatnio sama się rzuciłaś w moje objęcia. Oddawałaś moje pocałunki. I to z dość dużą żarliwością.
-To było ostatnio.
-Jesteś piękna, kiedy się złościsz.
-Nie myśl sobie, że złapiesz mnie na takie coś. Jezu mam ochotę na ciebie nakrzyczeć, ale potrafię nad sobą zapanować.
-Rozumiem- uśmiechnął się złośliwie.- W takim razie nie będziesz krzyczeć kiedy będziemy się kochać?

Rozdziawiłam usta.

-Co takiego?

Skrzywił się

-Wcale nie jestem przekonany, że powstrzymasz się przed krzykiem...
-Marcin! Jesteśmy na środku jakiegoś zadupia, w ogóle nie wiem gdzie jesteśmy, a ty mi mówisz o kochaniu?! Pojebało cię?
-Dobra, dobra. Kiedyś sprawdzę jak tam z twoim krzykiem i skończą się twoje noce bez krzyku.

Serce mi załomotało. Prychnęłam.

-Nie tak łatwo zaciągnąć mnie do łóżka.

Marcin parsknał śmiechem. Kiedy zorientowałam się , że ja też się uśmiecham, dotarło do mnie, do czego to zmierza. To jest miłość!


Angelika

Całymi dniami siedziałam przy Mikołaju a on nadal się nie budził. Właśnie wychodziłam za szpitala, kiedy przede mną zatrzymało się znane mi auto. Filip! Wsiadłam i przylgnęłam do niego.

-A więc to tak- szepnął.- Wiedziałem, że cię tu znajdę.

Musnęłam palcami jego usta, a on pochylił głowę i pocałował ją. Jedyne, o czym mogła myśleć, to jak cudownie jej z Filipem. Ale też, jak bardzo to jest nie w porządku. Ale też, jak bardzo to jest nie w porządku, bo kochała Mikołaja. Gwałtownie odsunął się od niej. Otworzyła oczy i wiedziała, że wszystko zepsuła. Miała jedną jedyną szansę na szczęście z innym chłopakiem, niemal idealnym, ale schrzaniła sprawę. Wyciągnęła do niego ręce w desperackiej nadziei, że uda jej się pozbyć tej idiotycznej fiksacji na punkcie Mikołaja. Filip uniknął jej objęć i zacisnął zęby. Zapalił auto i jechali, poznała drogę, która prowadziła do jej domu. Filip nie powiedział ani słowa przez całą drogę. Zaparkował przed jej domem.

-Filip! Przepraszam, słyszysz?
-Co się zmieni w naszej sytuacji za pięć minut? Albo za pięć lat? Mógłbym czekać na ciebie całe życie, a ty i tak kochałabyś Mikołaja.
-Ale ciebie też kocham – wyjąkałam
-Wiem, że mnie kochasz – powiedział ze smutkiem. – Ale nie tak jak jego.
-Może nie tak samo, ale to nie znaczy, że kiedyś... – przerwała.

Nie było żadnego „kiedyś”. KochałaM Mikołaja.W moich oczach wezbrały gorące łzy. Filip miał rację. Filip był zawsze na drugim miejscu. Pokiwałam głową i gapiłam się na swoje dłonie, nie
widząc ich jednak. Pozwoliłam popłynąć łzom. Za Filipa, za siebie, za Mikołaja, ale przede wszystkim dlatego, że miała serdecznie dość.

-Jesteśmy przyjaciółmi? – spytał po długim milczeniu.
-Chyba...Jeżeli mi wybaczysz.
-To nie ja mam ci wybaczać. Posłuchaj mnie teraz uważnie...

Kiwnęłam głową, na znak, że słucham.

-Na początku byłem z tobą, tylko dlatego, że Aśka mnie o to poprosiła- wyznał, a dla mnie był to wielki cios.
-Ale, ale dlaczego?
-Poprosiła mnie o to, wiesz, że ja, ona i Konstancja kiedyś się przyjaźniliśmy. Teraz zostałem jej tylko ja- wzruszył ramionami.- Jest dla mnie ważna, dlatego zrobiłem to o co prosiła. Jednak potem zacząłem coś do ciebie czuć...
-Przeprasza....
-Słuchaj, przecież to ja ciebie pocałowałem. Sam się w to wpakowałem. A zdawałem sobie sprawę, że nie powinienem.
-Ale ja chcę kochać cię mocniej – powiedziałam powoli i zamilkłam.

Bałam się mówić dalej. Zebrałam się w sobie i odsunęłam, żeby spojrzeć mu w oczy.

-Tak-szepnął. -Do następnego razu, kiedy zobaczyłabyś Mikołaja. Ale wiesz przecież o tym.

Chciałam powiedzieć, coś w stylu, że już nigdy nie będę na niego patrzyć, ale to było bez sensu.

-Dziękuję, że powiedziałeś mi prawdę- nachyliłam się i pocałowałam go w policzek.- Przepraszam.

I wyszłam z samochodu.



Mikołaj

Obróciłem się na bok i otworzyłem oczy. Zobaczyłem przed sobą małą śpiącą dziewczynkę, jej plecy podnosiły się i opadały w rytm oddechu. 
To Angelika pomyślałem. Ale zaraz nie byliśmy w pokoju. Byliśmy w namiocie, rozłożonym na plaży. Zaraz przecież my mieliśmy zaledwie 6lat. Przyglądnąłem się tej scenie.
Przypomniało mi się, jak kiedyś będąc jeszcze brzdącami byliśmy na wakacjach i zapragnęliśmy spać na plaży. I to właśnie ta sytuacja, zaśmiałem się w duchu. Mały Mikołaj wyszedł z namiotu, śmieszyło mnie jak bardzo starał się nie obudzić Angeliki.

-Mamusiu- zawołał.- Mamusiu chce mi się siku.


Mamusiu? Siku? Wybaczyłem sobie w myślach to słownictwo, wiedząc, że to odległe wspomnienie.

-Tak Mikołaju? Dobrze już pójdziemy, a reszta przypilnuje Angeliki.- złapała mnie za rękę i poszliśmy. 

Zauważyłem, że nasi rodzice musieli siedzieć tutaj całą noc, spełniając naszą zachciankę.

-A jutro pójdziemy na lody? 
-Nie jutro wracamy do domku- powiedziała smutno.- Dobrze ściągaj portki i rób swoje.
-Ughym- mruknąłem.- Ughym
-Co jest synku?
-Mamo odwróć się
-Już dobrze, dobrze.

Po potrzebie, którą załatwiłem mama pomogła mi się obrać i wróciliśmy.



____________________________________________________________

W końcu udało mi się coś tutaj napisać. Opornie mi to szło, więc przepraszam za błędy i w ogóle za wszystko. Miłego czytania!

Natalia